I Love 1D

wtorek, 3 grudnia 2013

Niall ~We are young~ cz.V

- Jakby to panu powiedzieć... - przerwał lekarz.
- Proszę mówić, bo sam tam wejdę i się dowiem! - zagroziłem mu.
- Niech pan się nie denerwuje... Z panną [T.N] wszystko w porządku.
- Wystraszył mnie pan. Mogę do niej wejść? - pokazałem palcem na salę, w której znajduje się [T.I].
- Tak, może pan ją odwiedzić. - zaprowadził mnie do [T.I] i po chwili znajdowałem się w sali. Zostawił nas samych.

- Hej Niall! Czuję się dobrze. - przywitała mnie radosna dziewczyna.
- Hej [T.I]. A dlaczego wtedy...
- Nie, nic się nie stało, lekarz powiedział, że to naturalne.
- Aaa... To dobrze. Martwiłem się... - podszedłem do [T.I] i złapałem jej zimną dłoń. Ona szybko się podniosła i przytuliła mnie. Później usiadła po turecku, na przeciw mnie.
- Niall, ja ci muszę coś powiedzieć. - byłem zmieszany, co jeszcze?
- Co się stało? - zapytałem, wiedząc, że coś poszło nie tak.
- Lekarz powiedział mi coś jeszcze... - przerwała, po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Nie płacz, co ci powiedział. - tak. Na pewno coś jest nie tak.
- Mam białaczkę. Gorzej być nie mogło... Możliwe że nie będę mogła chodzić i na dodatek to! Dlaczego? Dlaczego mi to się dzieje? - przytuliłem ją. Zatkało mnie. Co teraz?
- Dlaczego nie mi... - powiedziałem niedosłyszalnie, cały czas tuląc [T.I].
- Co? - usiadła, patrząc na mnie oczami pełnymi łez.
- Nic. - odpowiedziałem.
- Słyszałam. - no tak, zapomniałem. Przecież gdy dziewczyna pyta, i tak zna odpowiedź.
- Powiedziałeś:"Dlaczego nie mi...", słyszałam. - zacytowała mnie, słowo w słowo.
- Tak, powiedziałem tak, i co z tego? 
- Nie... Cieszę się, że nie tobie. Wtedy ja bym robiła wszystko, aby zachorować na gorszą chorobę. - powiedziała to w taki sposób, jakby to była oczywista sprawa.
- To wtedy ja bym umarł. - dalej to ciągnąłem.
- To ja też. - uśmiechnęła się do mnie zadziornie. Powróciła dawna [T.I].
- Oj ty, ty... Jednak nic się nie zmieniłaś. 
- Czyli nie jest najgorzej? - zapytała.
- No nie. A tak w ogóle... To jak ty się ruszasz? - zapytałem, ponieważ było to dziwne.
- A ty czemu nie jesteś słoniem?
- Nie rozumiem... - nie wiedziałem o co jej chodzi.
- Z tym żartowałam, lekarza przekupiłam żeby ci tak powiedział, chciałam zobaczyć czy się o mnie martwisz naprawdę, czy tylko udajesz. - wstała z łóżka.
- A białaczka? - to wszystko jest takie nienormalne... Cała [T.I]...
- Mam. Już od roku. 
- Co?! Czemu mi nic nie powiedziałaś, bym ci pomógł! - wkurza mnie, [T.I] mnie wkurza.
- W sumie to nie rok... Kilka miesięcy, ale wszystkim mówię że rok, no bo już prawie rok! Dopiero zaczną się hemie! Bo wtedy ciągle je odkładali i odkładali... A ja po prostu nie chciałam cię denerwować, bo cię kocham! - krzyczała.
- Ja ciebie też kocham [T.I]... Ale... - nie zdążyłem nic powiedzieć, bo [T.I] mnie pocałowała. 


~Rok później~


~Oczami [T.I]~

Hemie się skończyły, wszystko już w porządku. Mieszkam z Niallem! W końcu! Zawsze o tym marzyłam... W sumie, przecież marzenia się spełniają...

 Ale marzenia nie spełniają się ot tak. W tym cała ich magia. Że są wyczekane. 
- Martyna Wojciechowska

Życie bez miłości jest jak jabłko bez smaku. ♥

Przepraszam was za to że taki krótki, ale strasznie się śpieszę. Choć nie było sześciu komentarzy, dodaję. Jeśli chcecie (piszcie w komentarzach) mogę dodać szóstą część. Najprawdopodobniej pojawiła by się w weekend. Dziękuję za komentarze i jeszcze jedno:

Bardzo serdecznie pozdrawiam  I dont know, i feel, która ma świetnego bloga, z wybitnym opowiadaniem. I love you ♥

czwartek, 14 listopada 2013

Niall ~We are young~ cz.IV



"The moon is on my side
I have no reason to run
So will someone come
and carry me home tonight"
Odłożyłam swój pamiętnik na biurko i położyłam się spać. Obudziłam się rano, około 06.00. Było za wcześnie by iść do jakiegokolwiek sklepu spożywczego, więc zrobiłam sobie kanapkę. Później ubrałam się i poszłam do ogrodu. Była już godzina 8.00. Poszłam do sklepu, po jakieś produkty spożywcze, do napełnienia mojej opróżnionej już lodówki. Wróciłam i zaczęłam oglądać jakieś nudne seriale.

~Oczami Nialla~

W nienagannym spokoju wróciłem do domu. Od razu zasnąłem na kanapie. Obudziłem się po 10.00. Nie jadłem, nie miałem ochoty na nic. Po prostu nie chciało mi się żyć. Bez niej nie mogę żyć. Lepiej byłoby gdybym umarł. Zostawiłbym więcej tlenu dla innych, ja tylko go marnuję. Dlaczego życie jest tak okrutne? Jedni umierają, inni się rodzą... Ludzie przeżywają cudowne chwile, ale podejrzewam że więcej jest tych gorszych chwil. [T.I] jest piękna, wspaniała, a... a ja... nie... Chciałbym teraz przy niej być, porozmawiać, wyjaśnić, przytulić, ale ona nie chce. Chodź ja pragnę jej bliskości...

~Oczami [T.I]~


Bez Nialla jestem nikim. Ciałem bez duszy... Ale nie powiem że go kocham, lecz nie powiem również że Niall się nie liczy. Bo nie znajdę drugiej takiej osoby jak on. Czuję się jakbym już umarła i była w piekle. Tak w piekle... Niebo to raj, a ja nie czuję się jak w raju. Chciałabym cofnąć czas, zmienić się. Żebym nie poznała Nialla. Ale wtedy nie przeżyłabym najpiękniejszych chwil w moim życiu. Nie miałabym wspomnień. Chciałabym wykrzyczeć mu wszystko co czuję, ale gdy pragnę to zrobić, po prostu nie mogę... Pamiętam gdy życie nazywałam bajką, piękną bajką. Ale tak nie jest. Mała ja... Kiedyś mówiłam to co myślałam, ale zmieniłam się, z wiekiem jestem coraz głupsza. Wszyscy kiedyś mówili mi:"Jesteś za mała by móc więcej rzeczy od układania klocków." Ja nigdy im nie wierzyłam. Rodzice powtarzali mi że nie mam zwracać uwagi na teksty innych, bo oni tylko potrafią krytykować, a ja mam znosić krytykę. Czuję się jak w labiryncie bez wyjścia, a ja jednak mam nadzieję że je znajdę. Nie pojmuję tego ile emocji może dusić się w tak małym ciele, jak moim. Kiedyś napisałam w pamiętniku:"Jeśli będziesz miała gorszą chwilę, połóż się i zaśnij. Ale jeśli będziesz wierzyła że to najgorsza chwila w życiu, połóż się i zaśnij na zawsze..." I ja wierzę że to jest ta najgorsza chwila w życiu. Ale nie poddam się. Nie pogrążę się w wiecznym śnie. Przynajmniej ja tego nie chcę...


~Oczami Nialla~

Co by się stało gdybym umarł? Ktoś by za mną tęsknił? Ktoś by za mną płakał? Czy wszyscy by zapomnieli o mnie? Może... Ale nie zamierzam spróbować. Jak w ogóle można się zabić?! Nie mieści mi się to w głowie. Tak się zastanawiam... Ale nie! Niall, nie dopuszczaj takiej myśli do siebie! Wtedy mógłbym się zabić, wszystkim, w jakikolwiek sposób.

~Oczami [T.I]~

Szłam właśnie do sklepu, ulicą, w tej, na której poznałam mojego Nialla. Szłam slalomem. Nagle odwróciłam się zaniepokojona hałasem dobiegającym zza moich pleców. Przestraszyłam się. Zobaczyłam światła, był to samochód. Później obraz mi się urwał...

~Oczami Nialla~

Myślałem o [T.I], gdy nagle poczułem ból przeszywający cały mój brzuch i żebra, bolał mnie również kark. Położyłem się do łóżka i usłyszałem dźwięk jadącej karetki. Nie wstawałem by sprawdzić w którą stronę jechała, po co? W tej chwili ktoś umiera, a ja będę patrzał jak jedzie? Co to, to nie. Chwilę później usłyszałem straszny huk. Ciało zaczęło boleć mnie jeszcze bardziej. Jednak wyszedłem z domu i pobiegłem zobaczyć co się dzieje. Karetka była przewrócona na bok, widać było również samochód, który jak podejrzewam buchnął w karetkę. Pośpiesznie wyjąłem telefon i zadzwoniłem pod numer alarmowy. Nie wiedziałem czy dzwonić po następną karetkę, czy po policję, lub straż pożarną. Miałem mętlik w głowie. Zrobiło mi się żal osób z samochodu oraz karetki. Podszedłem do kilku osób stojących przy karetce. 

- Co tu się stało? Słyszałem okropny hałas. - mówiłem szybko i niewyraźnie.
- Ten samochód osobowy buchnął w karetkę! - powiedziała moja sąsiadka, wielce zdenerwowana.
- O Jezu... - złapałem się za głowę i odwróciłem się słysząc jadącą policję i karetkę. Zaczęli wysiadać z aut, próbowali wyciągać osoby. Zobaczyłem długie, brązowe włosy wystające z tyłu poturbowanej karetki.
- Widzę! Tam są czyjeś włosy! - wskazałem palcem na włosy.
- Dziękujemy za pomoc, ale niech się pan oddali. - poprosił mnie policjant. Ratownicy lekko złapali za włosy, zsuwając kawałek blachy z ciała osoby. Zaczęli wyciągać dziewczynę (przynajmniej wydawało mi się że była to dziewczyna). Przeraziłem się widząc ubrania [T.I]. Wyciągnęli ją, to była ona. Przepychając się przez tłum ludzi, podbiegłem do niej. Po jednym zawsze poznam [T.I]. Pod ciuchami ukrywa wisiorek z połową serca, na którym wygrawerowane jest:"Dla mojej drugiej połówki... Zawsze kochający Niall." . Kiedyś dałem to [T.I]. Od tamtej chwili nie zdejmuje go. Ja też mam podobny. Ale na nim jest napisane:"Dla mojej drugiej połówki... Zawsze kochająca [T.I].". Miała swój wisiorek. Cały zakrwawiony. Tak samo jak jej twarz. Delikatnie musnąłem jej usta. W tej chwili z otchłani rozpaczy wyrwał mnie policjant, wraz z dwoma ratownikami medycznymi. Pojechałem z nimi do szpitala. 

~Tydzień później~

 [T.I] przeżyła. Właśnie się zbudziła.

- Panna [T.N] pana woła. - zawołał lekarz.
- Już, już. - odpowiedziałem, biegnąc do sali, w której leżała [T.I].

- Hej Niall. - przywitała mnie, próbując się uśmiechnąć.
- Hej [T.I], jak się czujesz? - zapytałem, nie wiedząc co w tej chwili mam powiedzieć.
- Wyśmienicie... Leżę na łóżku szpitalnym, nie wiem czy przeżyję, ale tak po za tym, to znakomicie - powiedziała z ironią w głosie.
- Przepraszam. - przeprosiłem za nieprzemyślane pytanie.
- Co się stało? - zapytała, patrząc mi prosto w oczy.
- Uderzył w ciebie samochód, a gdy jechałaś w karetce, w karetkę walnął samochód. - wyjaśniłem.
- A co mi jest? - ponownie zapytała.
- Lekarze mówią że nie będziesz chodziła, masz złamany kręgosłup. - na te słowa [T.I] zaczęła płakać.
- [T.I] ja cię kocham. - w końcu to z siebie wydusiłem.
- Niall, ja ciebie też. - szepnęła.
- To znaczy że mi wybaczasz? - zapytałem podekscytowany.
- Niall... Jesteśmy młodzi, popełniamy wiele błędów. - po tych słowach, aparatura zaczęła wariować, lekarze wyprosili mnie z sali. A moje ciało znowu przeszył ogromny ból, więc usiadłem. Zacząłem płakać. Bałem się o życie najważniejszej osoby w moim życiu. Po chwili zasnąłem.

 Byliśmy w naszym domu. Siedzieliśmy przy rozgrzanym kominku, z dziećmi.
Z Melanie i Tony'm.
 - Jak dobrze że żyję, inaczej nie mielibyśmy tych urwisów. - zaczęła moja żona.
-Nawet nie wiesz jak ja się cieszę. - odezwałem się.
- Wybaczyłam ci....

Mój sen przerwał lekarz.

- Co z [T.I]?! - zerwałem się z krzesła.
- Jakby to panu powiedzieć....



Juuuupi!!! Mamy czwartą część! W trakcie pisania tego imagina słuchałam to, kocham tą piosenkę. Przepraszam że tak długo czekaliście, ale laptop mi wysiadł, a brat grał w "Counter Strike'a", a jak to on, nie chciał wyłączyć tej gry. To dobranoc! xD


6 komentarzy = następna część.
Chyba stać was na to? ;33

poniedziałek, 4 listopada 2013

Niall ~We are young~ cz.III


Możecie włączyć sobie to: Little Mix
Lub to: FUN


~Oczami Nialla~

Odszedłem z posiadłości [T.I]. Kierowałem się w stronę.... W sumie nie wiem gdzie szedłem. Ale chyba do domu. Bo co innego robić w niedziele? Siedzieć w domu i oglądać powtórki seriali. Zawsze wychodziłem gdzieś z [T.I], ale teraz? Chyba że... Spróbuję.

Chwilę później w ręku trzymałem telefon i wybijałem numer, który znałem już na pamięć. Jeden sygnał, drugi, trzeci. Aż w końcu usłyszałem melodyjny głos dziewczyny.

- Tak Niall, czuję się znakomicie, nie musisz przychodzić.
- Nie o to chciałem zapytać, ale cieszę się że wszystko w znakomitym porządku.
- A o cóż to chciałeś zapytać?
- Czy nie przeszłabyś się ze mną gdzieś?
- Poczekaj...
- To jak?
- Ok. Bądź pod moim domem za dwadzieścia minut, ok?
- Ok! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
- Dobra, muszę kończyć, do zobaczenia. - rozłączyła się. Strasznie się ucieszyłem, gdy usłyszałem że za dwadzieścia minut zobaczę się z [T.I]. Przebrałem się i wyszedłem z domu.

~Oczami [T.I]~

Ubrana czekałam za Niallem. Pięć minut przed czasem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zobaczyłam przed uśmiechającego się Nialla.

- To jak? Idziemy? - zapytał uradowany Niall.
- Oczywiście. - odpowiedziałam bardziej opanowana.
- Ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - przez chwilę szliśmy w ciszy, którą przerwałam.
- A gdzie idziemy? - zapytałam, ponieważ nie wiedziałam, w którą stronę kieruje się chłopak.
- Na plażę. - odpowiedział, dumnie patrząc przed siebie. Na plaży było zaledwie kilka osób. A prawie wszyscy z nich, byli dziećmi.

~Oczami Nialla~

 Ja z [T.I] siedzieliśmy na piasku i rozmawialiśmy. Nawet nie zauważyłem kiedy wszyscy poszli, a zostałem sam z dziewczyną. [T.I] podniosła się z piasku, zdjęła buty i weszła do wody. Dołączyłem do niej. Później zdarzyło się coś co mnie bardzo rozczarowało... Obejrzałem się wokół siebie. Nie było jej. Nie wiedziałem co robić. Zacząłem ją wołać. Usłyszałem że coś się za mną wynurza.

- Buuuuu! - krzyknęła [T.I].
- Wariatko! O mało co bym zawału nie dostał! - [T.I] zaczęła się śmiać. Potem złapała mnie za głowę i zanurzyła pod wodę, nienawidzę jak mi tak robi! Ale jej mogę wybaczyć wszystko. Ona również się zanurzyła, gdy się wynurzyliśmy, o mały włos byśmy się pocałowali! Chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy, ale nagle [T.I] się wzdrygnęła i wyszła z wody, za wymówką że "jest już późno i rodzice się martwią", ale przecież jej rodzice nigdy się o nią nie martwią, a tym bardziej teraz, gdy nie ma ich w domu, bo wyjechali.

- [T.I] myślisz że się wywiniesz? - zapytałem podnosząc jedną brew do góry.
- O co ci chodzi? - spytała nie patrząc na mnie.
- Przecież wiem że twoi rodzice wyjechali. 
- A może już wrócili? - w końcu na mnie spojrzała.
- Mają wrócić za tydzień. - odparłem całkiem obojętny przebiegu dalszych wydarzeń.
- A może coś się stało? O Jezu, nie chcę dalej tego drążyć. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - powiedziała idąc przed siebie.
- Kiedyś zawsze miałaś ochotę ze mną rozmawiać. - szepnąłem, doganiając dziewczynę.
- Ale teraz to nie kiedyś, idź do domu, bo będzie jeszcze gorzej, zostaw mnie! - zaczęła biec. Nie miałem siły już za nią ganiać. Dlaczego ona nie jest taka jak inne dziewczyny? Dlaczego tak trudno ją zdobyć? Dlaczego nie chce ze mną być, chodź mnie kocha? Pewnie nawet ona nie zna odpowiedzi na te pytania.

~Oczami [T.I]~

  Zdyszana dotarłam do domu. Położyłam się do łóżka i do ręki wzięłam swój pamiętnik, nieużywany już od lat. Napisałam notatkę:

Drogi pamiętniku! Nie piszę dzisiejszej daty, powiem tylko że jestem za stara na bajki, za młoda na "Modę na sukces" xD Nie jestem już z Niallem, szczegółów nie będę rozpisywała, bo długopis niedługo zakończy swój żywot, więc nie chcę go męczyć. Jest trochę po dwudziestej. A teraz coś do Ciebie Niall, jeśli to czytasz kotku, zawsze czytasz mój pamiętnik więcKocham Cię  Nie patrz na napis obok, pomyliłam się. Nie próbuj w jakikolwiek sposób porozumiewać się ze mną. Pa!


Jest! Trzecia część krótka i nijaka, ale jest! Stawiam ultimatum! 


4 komentarze = następny imagin ;)

piątek, 18 października 2013

Niall ~We are young~ cz.II

                                                          "Now I not that I'm not
                                                                All that you got 
                                                      I guess that I, I just thought
                                        Maybe we could find new ways to fall apart
                                                       But our friends are back
                                                           So let's raise a toast
                                         'Cause I found someone to carry me home"



      Otworzyła drzwi. Wszedłem do środka i odetchnąłem z ulgą. [T.I] stała tam i płakała. Stała nad jakąś osobą. Raczej... trupem. Spojrzała na mnie i rozpłakała się jeszcze bardziej, przenosząc wzrok z powrotem na nieżywe ciało. Wyglądała okropnie. Cała czerwona na twarzy od płaczu, rozmyty makijaż, ubrana była w szary, odkrywający jedno ramię, za duży sweterek i czarne rurki. Na stopach zaś białe martensy. Przetarła rękawem oczy, udając poważną i szepnęła coś pod nosem, spojrzała na mnie spod rzęs. Wyglądała tak uroczo. Poprawiła swoją dużą, czarną kokardę na głowie i podeszła do mnie krok bliżej. Powtórzyłem jej czynność. Ale ona cofnęła się krok w tył.
- Zamierzacie się tak dalej bawić, czy idziemy już? - zapytała zniecierpliwiona pielęgniarka.
- Idziemy? - [T.I] bardziej stwierdziła niż zapytała, ciągnąc mnie za rękę. Przeszedł mnie dreszcz, miała bardzo zimne dłonie. - Niall, uspokój się. - wyczuła to. Jak ona to robi? Wyszliśmy z kostnicy. Dlaczego [T.I] płakała? Znajdowaliśmy się na korytarzu. Pielęgniarka zostawiła nas samych. Dziewczyna wprowadziła mnie do jakiejś sali. Usiadła na łóżku i puściła moją rękę. Zamknęła oczy, pokiwała przecząco głową i chciała coś powiedzieć, ale szybko zamknęła usta.
- Przepraszam... - odezwała się spuszczając wzrok w dół.
- Dlaczego byłaś w tym klubie, martwiłem się...
- Ja... Niall, ja cię kocham... Ale.. Ja tak nie mogę... Zrozum, to ciężkie. - tłumaczyła się.
- Ja cię rozumiem. Może nie powinienem, ale... [T.I] dlaczego płakałaś? - nie wytrzymałem.
- Zmarła moja przyjaciółka... Znałam ją od podstawówki, ktoś ją zamordował... - rozpłakała się.
- Nie płacz... - przytuliłem się do niej, ale ona mnie odsunęła.
- Wiesz co, może już pójdziesz? - zapytała, na co ja pokiwałem głową i odszedłem. Jestem do kitu. Nie wiem jak dalej się to wszystko potoczy. Mam nadzieję że zakończy się Happy End-em... Ale Niall, twoje życie nie jest bajką...


~Oczami [T.I]~

   W końcu. Odszedł. Oby na zawsze, chcę zapomnieć. O nim. O nas. Że w ogóle kiedyś byliśmy "my"... Niall, wypowiadając to imię czuję się jakbym wypowiadała przekleństwo. Dlaczego to jego spotkałam na swojej drodze?

    Szłam ulicą, jak to miałam w zwyczaju. W tych okolicach nigdy nie jeździły samochody, mało kiedy ktoś tu chodził chodnikiem. Była godzina 21.00. Kochałam tę godzinę. Wszyscy w okolicy znali mnie z tego, że co wieczór tędy chodzę i myślę o życiu. O tym jak błądzę przez życie. Nagle poczułam ból, straszny ból. Bolały mnie nogi, plecy oraz brzuch. Później poczułam ciepły podmuch na swojej twarzy. Nawet nie wiem kiedy, otworzyłam oczy. Zobaczyłam czyjąś twarz. Przestraszyłam się. Próbowałam wstać, ale nie mogłam. Zaczęłam płakać. I nagle urwał mi się obraz. 

Obudziłam się w szpitalu. Na krześle, przy moim łóżku, siedziała ta sama osoba, którą zobaczyłam jeszcze niedawno, w sumie to nie wiem kiedy. Gdy chłopak zobaczył że otworzyłam oczy, ucieszył się. Wstał z krzesła i zaczął coś mówić, nie zwracałam uwagi na jego słowa, chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. Zauważyłam że chłopak jest strasznie przystojny. Dlaczego on tu został?

Nie wiem. Nie byłam ostrożna, zaakceptowałam to że Niall chciał ze mną chodzić, chodź wiedziałam że lecą na niego dziewczyny. Zaakceptowałam również to że mnie zdradzał. Ale później nie wytrzymałam, nie mogłam.

~Oczami Nialla~

Zakochałem się w [T.I] od razu, gdy w nią buchnąłem. Dziewczyna była przerażona. Zaczęła płakać i zemdlała, zawiozłem ja do szpitala.  Nie wiedziałem że będzie taka miła. Ale co ja będę wspominał. Wrócę do teraźniejszości. Nie zostawię tego od tak. Raczej, nie zostawię JEJ od tak.  Nawet jeśli jej powiem że już nigdy jej nie zdradzę, ona nie musi mi wybaczać, ale przecież każdy zasługuje na drugą szansę, co nie?

                                                           Miesiąc później.

- Ale proszę Cię, każdy zasługuje na drugą szansę! - prosiłem [T.I].
- Chciałabym Ci wybaczyć, ale... - zacięła się.
- Ale?! - puściły mi nerwy.
- Nie krzycz na mnie. - powiedziała opanowana.
- Przepraszam... - przeprosiłem ją.
- Ale nie jestem gotowa... Nie mogę Ci wybaczyć, nie teraz.
- Jeśli nie teraz, to kiedy? - zapytałem.
- Nie podam Ci konkretnej daty, może nawet nigdy... - ostatnie trzy słowa wypowiedziała prawie niesłyszalnie.
- Dobra, okej,spoko. Masz tu mój numer, jak się zastanowisz, to zadzwoń. - powiedziałem, wyciągając długopis z półki przy drzwiach jej domu i pisząc swój nowy numer telefonu.
- Dziekuję. Możesz już iść?
- Oczywiście, pa. - odparłem zadowolony z siebie, całując ją w policzek. O dziwo, nie odsunęła się. Odwróciłem się, patrząc czy [T.I] cały czas stoi w drzwiach. Stała i uśmiechała się. Jak ja się cieszę że powoli mi wybacza...

~Oczami [T.I]~

Może i Niall myśli, że wszystko powoli wraca do normy, ale tak nie jest, ja nie zapomniałam. Wiem, że Niall mnie kocha. Inaczej nie męczył by się ze mną przez miesiąc i codziennie dzwonił, pytając się o moje samopoczucie. Ale ja nie wiem czy mogę dać mu drugą szansę. Boję się że znowu mnie skrzywdzi...


Jej! W końcu dodałam drugą część! Przepraszam że długo nic nie dodawałam. Przyznam się, że czekałam na przynajmniej drugi komentarz ;3 Pa =^.^=



poniedziałek, 23 września 2013

Niall ~We are young~ cz.I

                                                                        "Tonight...
                                                                     We are young
                                                            So let's set the world on fire
                                                      We can burn brighter than the sun"


         Mieliśmy siebie. Tylko siebie... Wiem, zaprzepaściłem moją szansę na nowe życie. To wszystko dzieje się tak szybko... Naprawdę, nie nadążam. Byłaś częścią mnie, utraciłem Ciebie, utraciłem połowę siebie. I nie mam jak się wyspowiadać, bo wiem że to wszystko tylko moja wina. Wszyscy powtarzali mi:"Uważaj na nią, to drogocenna rzecz, jest jak z porcelany, sama wyślizguje się z rąk, więc łatwo ją upuścić...", w chwili, w której utraciłem Ciebie, przypomniały mi się te słowa. Chyba za późno, było za późno żeby naprawić więź między mną, a Tobą. Wiedziałaś że próbuję to wszystko cofnąć, naprawić. Czułaś to, ja też to czułem. Wiem, że teraz żeby zapomnieć, upijasz się do upadłego w barach z różnym alkoholem, martwię się o Ciebie... Co jeśli ktoś wrzuci ci jakieś tabletki do napoju i skrzywdzi Cię? Jesteś piękna, więc każdy chciałby Cię w jakiś sposób zdobyć...
        
       Ale Ty nie chcesz mojej pomocy. Próbowałem już wiele razy, ale dlaczego nie dasz mi drugiej szansy? Nawet nie musiałabyś odpowiadać na to pytanie, wiem, jestem okropny... To że zdradziłem Cię wiele razy... Za każdym razem mówiłaś tylko:"Jesteśmy młodzi i głupi, popełniamy wiele błędów..." i głaskałaś mnie po ramieniu, uśmiechając się. Ale gdy tych "razów" pojawiało się coraz więcej, w tym uśmiechu, już nie tak szczerym jak na początku, widziałem w nim zawód i płacz... Oczy, zazwyczaj tryskające radością miałaś zaczerwienione od tych wszystkich wylanych z siebie łez. I w końcu nie wytrzymałaś i powiedziałaś mi to wszystko w twarz, płacząc, tak płacząc... Nie chciałaś tego, ale nie dawałaś sobie rady. Zawsze byłaś silna, wszyscy się temu dziwili, ale wtedy... To wszystko stało się z emocji, które sięgnęły ku górze.

   Właśnie jechałem do sklepu, chodź to dziwne, ponieważ była już dawno po jedenastej, a Niallowi właśnie teraz zachciało się zjedzenia hamburgera. Gdy zobaczyłem dziewczynę, którą właściciel baru właśnie wypychał z niego. Podjechałem bliżej, ciekawy całemu zdarzeniu, by zobaczyć czy przypadkiem nie znam dziewczyny. Wybiegłem z samochodu widząc że dziewczyna nie może ustać na własnych nogach i z zamkniętymi oczyma, przewraca się. Nie zdążyłem... Dziewczyna przewróciła się, upadając głową na rozbitą butelkę od taniej wódki. Szybko wyciągnąłem z kieszeni telefon i wybiłem właściwy numer. Zadzwoniłem na pogotowie, odpowiedziała mi spokojnym głosem jakaś młoda kobieta. Powiedziałem wszystko zgodnie z prawdą i nacisnąłem czerwoną słuchawkę, właściwie to tylko ją lekko dotknąłem na moim dotykowym telefonie. Spojrzałem na dziewczynę, pierwszy raz uważnie się jej przyjrzałem. Prędzej to w sumie nie miałem na to czasu.

   Była to [T.I]. Coś ty do cholery wyprawiasz?! Upijasz się w barze dla pijaków do nieprzytomności, a później w planach masz przewrócenie się? Chyba tak... Usłyszałem dźwięk jadącego pojazdu, dokładniej ambulansu. Zniecierpliwiony spojrzałem na [T.I], z jej głowy lała się stróżka krwi. Przestraszyłem się. Ostrożnie pozbierałem kawałki szkła, leżące obok głowy dziewczyny. W tej samej chwili podbiegli do nas dwaj ratownicy medyczni z noszami i różnymi opatrunkami w ręku. Za chwilę dobiegł jeszcze jeden. Zaczął pytać się mnie czy jestem kimś bliskim dla [T.I], oczywiście skłamałem, powiedziałem że widzę tą dziewczynę pierwszy raz na oczy. Po tym pytaniu odszedł jak gdyby nigdy nic i z powrotem wsiadł do ambulansu. Odjechali, a mi nie pozostało nic innego, jak powtórzyć tę czynność. Nie jechałem już po hamburgera, odechciało mi się. Ostatni raz spojrzałem na krew i rozbite szkło i odjechałem. Przez całą drogę myślałem o [T.I], zastanawiając się co jej się stało.

   Jest ranek, moimi planami na dzisiejszy dzień są: pójście do szpitala, zobaczyć co z [T.I]. I dalej nic mi nie świta. Ubrałem się w swój ulubiony strój i wyszedłem z domu. Skierowałem się w stronę szpitala. Gdy dotarłem, przedstawiłem się pielęgniarce, powiedziałem jej że jestem narzeczonym [T.I]. Trzeba być sprytnym. Pielęgniarka prowadziła mnie na dól, szedłem za nią, coraz bardziej się niepokoiłem. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami z napisem:"KOSTNICA DLA OSÓB NIEUPOWAŻNIONYCH WSTĘP WZBRONIONY." Przestraszyłem się...

                                                   "I know I gave it to you months ago
                                                         I know you're trying to forget
                                                 But between the drinks and subtle things
                                                     The holes in my apologies, you now
                                                          I'm trying hard to take it back"


Proszę, oto imagin z Niallarkiem. Sądzę że wyszedł mi całkiem nieźle c(: Krótki, ale chciałam dodać coś jak najszybciej. Zapowiada się na dosyć długi kilkupartowiec :) Mam nadzieję że pojawi się więcej niż dwa komentarze ;c Więc to na tyle Bye :D


piątek, 13 września 2013

Zayn, rodzeństwo cz.2

Heloł ♥ Przepraszam że nie pisałam przez jakiś czas, ale wiecie, szkoła -.-

~*~ Oczami [T.I] ~*~

Jeszcze chwilę rozmyślałam nad tym co się przed chwilą wydarzyło. To dziwne. Może ja naprawdę coś do niego czuję... Nie jestem pewna. Na pewno wiem że to mam mieszane uczucia. Ocknęłam się dopiero wtedy gdy zawołał mnie Will wychodzący z toalety.
- Z kim rozmawiałaś? - zapytał obojętnym głosem.
- Nie, z nikim. - odpowiedziałam łapiąc się za głowę i kładąc się na kanapę. Will jeszcze później coś do mnie mówił, ale ja zasnęłam, zasnęłam szybko, chodź nie byłam zmęczona. Ostatnio dzieją się bardzo dziwne rzeczy w moim życiu, a to wszystko dzieje się tak szybko, że aż za szybko.

~*~

Ciemno, ciemno w pokoju. Jak i w głowie. Nie wiem która godzina, nie wiem gdzie Will. Powinien być obok mnie. Zawsze tu jest. Zawsze jest przy mnie, chodź nie wiem gdzie bym się położyła, to i tak znajdzie się obok mnie. Wstałam i poszukałam go w każdym pokoju. Niema! Może poszedł do sklepu? Nie! Przecież jest 03.00 w nocy. Wyszłam na podwórko. Poszłam do naszego konia, a dokładniej mojego, mojej Rose. Dostałam ją od niego, gdy byliśmy jeszcze przyjaciółmi.



Pogłaskałam ją po pysku i wypuściłam ze stajni. Usiadłam na ławce obok ogromnego drzewa. Patrzałam jak Rose je trawę, tak to bardzo ciekawe... Poczekałam aż przyjdzie do mnie, żeby przywiązać do niej sznur i przejść się na łąkę wykupioną przez Willa tydzień temu. Była naprawdę wielka. Rose uwielbia na niej biegać. Wyszłam przez tylną bramkę, ciągnąc za sobą konia. Gdy szłam zadzwonił mój telefon. Od razu cofnęłam się do domu, myślałam że to Will przyszedł i chce mnie o tym poinformować. No tak zapomniałam że miałam go wyjąć z kieszeni przed wyjściem.
- Słucham? - zapytałam w słuchawkę telefonu.
- Cześć [T.I] śpisz? - powiedziała raczej nieznajoma mi osoba.
- A kto mówi tak w ogóle?
- Zayn Malik, twój brat.
- Czemu dzwonisz do mnie o takiej godzinie?
- Ale nie śpisz.
- No nie. Po co dzwonisz?
- Kim jest dla ciebie Will?
- Will to mój chłopak. - odpowiedziałam nieruszona tym pytaniem.
- A.. Nie wiedziałem... - posmutniał Zayn.
- A co? - zapytałam zniecierpliwiona.
- [T.I] nie denerwuj się... - odparł, jak miałam się nie denerwować?!
- Will jest u mnie.
- To dobrze.. - ucieszyłam się, że nic mu nie jest. Ale skąd on wiedział gdzie mieszka Zayn?
- Nie... To niedobrze [T.I]... - powiedział i później słyszałam tylko przeraźliwy krzyk Sky i telefon wypadający z ręki Zayna. Rozłączyłam się. Szybko wybiegłam z domu w stronę domu mojej "rodziny". Nie martwiło mnie nawet to że na dworze temperatura jest na minusie, a ja w koszulce na krótki rękaw, startych rurkach i w japonkach. Przechodnie odwracali się, tylko po to by zobaczyć czy naprawdę jestem nienormalna, czy im się tylko przewidziało. Dotarłam do domu Zayna. Otworzyłam drzwi. Zamknięte. Przeszłam przez otwarte okno. Cisza. W tej chwili znajdowałam się w pokoju Sky. Pełno pucharów, czyściutko. Przejechałam palcem po jednym w pucharów znajdującym się na górze szafki. [T.I] co ty robisz? Nie na to czas! Perfekcyjna pani domu się znalazła! Lekko uchyliłam drzwi, tak żeby nikt mnie nie usłyszał. Przeszłam na korytarz. Obeszłam już prawie wszystkie pokoje. Oprócz strychu, ale co miałam ujrzeć na strychu? Mysz najwyżej. Przeszłam cicho po schodach. Pociągnęłam za klamkę. Zamknięte! Przeszukałam szafkę znajdującą się obok drzwi. Tam znalazłam klucz. Otworzyłam drzwi i zamarłam. Łzy napłynęły do moich oczu. Zobaczyłam Sky, cała blada, leżąca na podłodze. Podeszłam bliżej, podcięte gardło... Nachyliłam się nad nią, zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Podniosłam jej zimne ciało i przytuliłam się do niego. Wzięłam ją i zeszłam po schodach. Zaniosłam ją do jej pokoju, położyłam na łóżku i poszłam szukać Zayna i Willa. Oby żyli... Ten kto to zrobił... Zabije go. Po prostu zabije, bez zastanowienia. Usłyszałam krzyk. Krzyk dobiegał z ogrodu. Roztrzęsiona wyjrzałam zza rogu domu, za którym się chowałam. Pisnęłam z przerażenia. Zjechałam po ścianie domu. Zaczęłam płakać, chodź trudno nazwać to zwyczajnym płaczem. Will stał nad leżącym pod drzewem Zaynem i dźgał do nożem. Wzięłam stojącą obok mnie kosę. Po cichu szłam w kierunku Willa. Zayn mnie zauważył, patrzał na mnie oczami przepełnionymi bólem. Nagle odwrócił się Will. Bez wahania wzięłam zamach i kosa, którą niedawno trzymałam była teraz w rękach Willa. Odsunęłam się dwa kroki do tyłu i potknęłam się o coś. Przewróciłam się. Wyjęłam telefon z kieszeni i rzuciłam go w stronę Zayna. Złapał, a Will zaczął na mnie wrzeszczeć.
- Ty suko! Zayn to twój brat, tak? - zapytał z kpiną w głosie. Nie odezwałam się tylko wybuchłam niepohamowanym płaczem. - Ja cię kochałem! - wziął głowę na dół i z oczu wyleciały mu łzy. Usłyszałam dźwięk karetki i policji. Ucieszyłam się. Policja pobiegła żeby zabrać Willa. A tatownicy medyczni zabrali Zayna.
- Co tu się stało? - zapytał policjant.
- Pan.... Pan wejdzie przez to okno.... Proszę... - szepnęłam pokazując na okno prowadzące do pokoju Sky. Policjant wykonał moją prośbę i za pięć minut Sky była schowana w czarnym worku. Zabrali mnie do szpitala. Nic mi nie było. Od razu poszłam odwiedzić Zayna. Opowiedział mi jak to się stało.
- Zayn... Wiesz co.. To dziwne, ale ja naprawdę coś do ciebie czuję...
- Naprawdę, ja też, ale my nie możemy..
- Wiem...
- Ale to możemy... - powiedział i pocałował mnie w usta.


***  Trzy lata później  *** 

Tak, Zayn jest moim bratem... Ale wcale mi to nie przeszkadza. Z czasu do czasu całujemy się i zachowujemy jak zwyczajna para, mamy firmę kosmetyczną. Ja jestem fryzjerką, a Zayn masażystą. I zamierzamy znaleźć sobie swoją drugą połówkę i mieć dzieci, reszta się jakoś dalej potoczy...


Krótki ;p Nie wyszedł... ;< Wiem.. Brak weny ;p




środa, 28 sierpnia 2013

Zayn, rodzeństwo cz.I

Jest rano. Budzisz się obok swojego chłopaka - Willa. Jesteś z nim bardzo szczęśliwa, ma pracę, dom, duże podwórko, konia i psa. Po prostu jest bogaty, no a ty? Po twoim urodzeniu, twoja matka oddała cię do domu dziecka, byłaś tam rok. Później trafiłaś do rodziny patologicznej. Na pozór idealna, szczęśliwa rodzina, ale nikt nie chciałby do niej trafić. Ojciec - alkoholik, matka - narkomanka, a rodzeństwo? Tylko brat, który teraz pracuje w szkole jako woźny. Musiałaś wychowywać się w takiej rodzinie, niestety, ale poznałaś Willa, był samotny, pełnoletni, wykształcony i bogaty. Idealny! Od roku jesteście razem. Zaczęłaś u niego pomieszkiwać już jak się tylko przyjaźniliście. Wiedział o twojej rodzinie, że jesteś biedna, żę wychowałaś się w patologii, bo w sumie kto nie wiedział? Chyba tylko twoja prawdziwa matka, wiesz że jest ona bogata, że jest młoda i piękna. Więc dlaczego oddała cię do domu dziecka, o tym wolisz nie myśleć.

Will - Księżniczko, pora wstawać. - szepnął ci do ucha twój ukochany.
Ty - Już, już... - mówiłaś zaspanym głosem.
Will - Chyba wiesz co dziś jest?
Ty - Yhy..
Will - Co?
Ty - Boże Narodzenie... 
Will - Twoje urodziny!
Ty - Nie... Nie mam urodzin w Boże Narodzenie...
Will - Dzisiaj nie Boże Narodzenie...
Ty - Mam urodziny!
Will - Nie, nie masz urodzin...
Ty - Mam!
Will - No raczej!
Ty - A życzenia?
Will - Wszystkiego najlepszego oczywiście!
Ty - To kogo zapraszamy?
Will - A kogo chcesz?
Ty - Może Patricie, Roberta, Kate, Edwarda, Antoniego itd...
Will - No ok, to ja posprzątam, coś ugotuje, a ty zadzwoń po gości, dobra?
Ty - Spoko! - i zaczęłaś dzwonić do wszystkich, których chciałabyś zobaczyć na swoim przyjęciu urodzinowym.
Ty - Już! Do wszystkich już zadzwoniłam.
Will - To fajnie, a pomogłabyś mi?
Ty - Dobrze. - i wzięłaś się za ścielenie łóżka, i wycieranie kurzów. Gdy już to wszystko zrobiłaś, ubrałaś się w swoją ulubioną kieckę, i uczesałaś się w kłosa. Zaczęli przychodzić goście. Wszyscy są. I jeszcze ktoś dzwoni do drzwi. 
Ty - Proszę!
Z - Dzień dobry jestem Zayn, czy jesteś [T.I]?
Ty - [T.I] Malik, a co?
Z - Ja to Zayn Malik, jestem twoim bratem, zostałaś oddana do domu dziecka, ale twoje nazwisko się zachowało, też jestem Malik.
Ty - To po co teraz tu przychodzisz? - nie chciałaś z nim rozmawiać.
Z - Bo chcę ci kogoś przedstawić.
Ty - Kogo?
Z - Mamo chodź!
M - [T.I]?
Ty - Nie, dziewczyna która nie chce z panią rozmawiać. - zamknęłaś jej drzwi przed nosem.
Will - [T.I]?
Ty - Nie, twoja stara! - krzyknęłaś i pobiegłaś do łazienki.
Will - Wychodź stamtąd!
Ty - Nie!
Will - Nie bądź uparta!
Ty - No chyba mnie nie znasz?!
Will - Dobra, dobra wychodź!
Ty - No ok...
Will - W końcu! Co się stało?
Ty - Gówno żyda przejechało...
Will - [T.I] ty nawet w takim sytuacjach rzucasz sucharami na okrągło.
Ty - Bo taka jestem... Widzisz... - powiedziałaś cicho i poszłaś odwołać przyjęcie urodzinowe.
Will - Co robisz? - zapytał patrząc co robisz.
Ty - Wynocha! Odwołuję przyjęcie urodzinowe, prezenty możecie wziąć spowrotem! - powiedziałaś do gości.
Will - Ej! Będzie przyjęcie! - krzyknął łapiąc Cię za nadgarstki, przyciągając do siebie.
Ty - Najwyżej twoje! Moje: Nie! - podbiegłaś do okna, wychodząc przez nie.
Will - I już tu mi przychodzić patolu! - krzyknął wychylając się przez okno, jednocześnie przez nie wypadając.
Ty - Ha, ha, ha, ha, ha! - zaczęłaś się z niego śmiać, podeszłaś bliżej i pomogłaś mu wstać. - Nie jestem patolem. Urodziła mnie bogata baba, ja tylko trafiłam do biedaków. - uśmiechnęłaś się do niego.
Will - Przepraszam.. Powiedziałem to z nerwów. Sorka...
Ty - Spoko. - podniosłaś go wkońcu.
Will - Dzięki że mi pomogłaś wstać, ja na twoim miejscu bym tego nie zrobił. - zaśmiał się.
Ty - Jutro idziesz do pracy? - zapytałaś wchodząc przez okno do domu. Will wszedł drzwiami, gdyż nigdy nie był za dobry we wchodzeniu przez okna, na drzewa i tego typu wysokie rzeczy.
Will - Niestety, jakbym mógł zostać z tobą chodź jeden tydzień, sam na sam... 
Ty - Ciesz się że masz chociaż dwa dni wolnego... - powiedziałaś szczerze się uśmiechając.

~*~ Oczami Willa ~*~

Will - [T.I] idę spać, nie mogę się jutro spóźnić do pracy. - krzyknąłem z sypialni, do [T.I] gotującej coś w kuchni. Goście poszli dopiero wieczorem, [T.I] przeprosiła ich za wszystko.
[T.I] - Dobrze, na stole będzie jutro czekało na ciebie śniadanie do pracy i na ranek, oznakuję ci je jakoś, dobranoc!
Will - Okej! Kocham Cię, dziękuję, dobranoc! - odpowiedziałem mojej dziewczynie i położyłem się spać.

~*~ Oczami [T.I] ~*~

Przygotowałam Willowi śniadanie na jutro, napisałam dwie karteczki, "Śniadanie do pracy" oraz "Zjedz to natychmiast!" wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka, gdzie już słodko drzemał Will.
Obudziłam się o 10:00, Willa już nie było. No wiadomo, miał na 08:00 do pracy. Wstawałam, a nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Kompletnie nie wiedziałam kim może być ten dzwoniący z rana (chodź nie wiem czy 10:00 to jeszcze wczesne rano) ktosiek. Otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich Zayna, chłopaka podającego się za mojego brata... Sama się zdziwiłam, nie zamykając mu drzwi przed nosem. Czyżby francowata [T.I] zrobiła się trochę milsza?
- Pamiętasz mnie? - zapytał Zayn.
-  Nie. A kim jesteś? 
- Zayn Malik, twój brat.
- To był sarkazm... - powiedziałam przymykając oczy.
- No dobra, nie wiedziałem że mam siostrzyczkę. - odparł mulat, uśmiechając się cwaniacko.
- Ale to niemożliwe że ty jesteś mulatem, a ja? Jestem blada z natury... - odezwałam się, podnosząc brwi do góry i patrząc na chłopaka z góry do dołu.
- Bo ojciec jest mulatem, a matka jest biała. - wyjaśnił.
- Ładna jest?
- Ty? Tak baaardzooo!
- Mama. - odpowiedziałam stanowczo bratu.
- Nie mój gust.
- Czyli brzydka?
- Nie wiem. A co? - zapytał.
- Nic, nic... - pokręciłam głową.
- Okej. A wpuściłabyś mnie do środka?
- N..no dobra! - uśmiechnęłam się, dlaczego go wpuściłam do środka, powie mojej matce jak mieszkam, jak się ubieram. Co to, to nie.
- Zayn, może lepiej się gdzieś przejdziemy? - powiedziałam do chłopaka właśnie wkraczającego do mojego domu.
- Co? Tak, okej. - odpowiedział spoglądając na mnie tymi czekoladowymi tęczówkami. Od razu cofając się.
- To chodź! - krzyknęłam radośnie, biorąc czarny sweterek z korytarza. Najpierw spacerowaliśmy parkiem, potem Zayn zaprosił mnie do swojego domu, natychmiastowo odmówiłam, ale po krótkim zastanowieniu zgodziłam się. Zayn był miły i zabawny, ale jakże przystojny. Z chwilą wydawało mi się że jego dom znajdował się blisko mojego domu, raczej mojego i Willa. Tak też było. Weszliśmy do jego domu. Widać ze moja rodzina jest bogata, już przecież po firmowych ubraniach Zayna mogłam to wywnioskować. Zobaczyłam bladą kobietę, a raczej nastolatkę, w około moim wieku idącą przez korytarz, ogromnego domu. Jasno rude włosy, ubrana w strój chearleaderki. Włosy zaś miała związane w kucyka. Odwróciła się w moją stronę, uśmiechnęła się i zaczęła iść szybkim krokiem w moją stronę. Była czymś bardzo podekscytowana.
- Siostra! To ty [T.I]? - spojrzała na mnie od góry do dołu i złapała za ręce.
- Tak, a co? - zapytałam i przeniosłam swój wzrok na Zayna.
- To Sky, twoja siostra. Zawsze chciała mieć siostrę, a jak dowiedziała się, że ją ma, od razu była tym bardzo podekscytowana. - wyjaśnił mój brat, odsuwając Sky ode mnie.
- Zayn, to też moja siostra, [T.I] zamieszkasz z nami? - zapytała klękając przede mną  i składając ręce jak do modlitwy.
- Przepraszam, muszę iść... - wyszłam z przedpokoju i szybko pobiegłam w stronę domu mojego i Willa. Czułam się trochę niekomfortowo w ze Sky i Zaynem, w ich domu. Za mną oczywiście wybiegła moja siostra i brat, ale zignorowałam to i biegłam dalej. Dobiegłam do furtki, drżącymi rękoma otworzyłam ją, później drzwi i jestem bezpieczna. Wzięłam komórkę ze stołu w kuchni i wybiłam numer Willa. 
- Coś się stało [T.I]? - zapytał głosem pełnym strachu.
- Nie nic, ale przyjedź szybko do domu, bo się nudzę.. - skłamałam, to nie rozmowa na telefon,
- Ok, ale zwalniam się ostatni raz w tym tygodniu, bo nie mogę ciągle się zwalniać z roboty, wywalą mnie. - wytłumaczył Ci Will. Racja, codziennie dzwonię do niego z jakąś drobnostką.
- Dzięki, pa! Kocham Cię! - cmoknęłam w telefon i szybko się rozłączyłam. Zrobiłam sobie kanapkę, zjadłam ją i w tym samym czasie do drzwi zadzwonił Will. Otworzyłam mu i zaczęłam mówić.
- Bo Will, dzisiaj... - on nigdy nie pozwala mi dokańczać.
- A jednak coś było! - krzyknął uradowany.
- Tak.. - powiedziałam nieśmiale i mówiłam dalej. -Dziś Zayn przyszedł do mnie, ale ja nie chciałam żeby był u nas w domu, więc się gdzieś z nim przeszłam. On później zaproponował mi żebym poszła do niego, najpierw nie chciałam, ale się zgodziłam. Poszliśmy do niego i tam była Sky, Sky to moja siostra, chciała żebym u nich zamieszkała i uciekłam stamtąd. Oni za mną pobiegli, ale ja zgubiłam ich na szczęście, potem zadzwoniłam po ciebie i ty przyjechałeś i ja ci teraz to wszystko tłumaczę. - powiedziałam wszystko na jednym wdechu, po czym się uśmiechnęłam.
- Aha. - nie zastanawiając się, odpowiedział mi, na co się ponownie uśmiechnęłam, pokazując szereg, swoich zdrowych, trochę krzywych ząbków. Reszta dnia minęła, jak każdy, miły dzień z Willem. Za to następny dzień był do dupy...

~*~

Naprawdę! Nie zamierzam u was mieszkać! Macie coś z głową! Mam swoje życie i nie chcę innego! - krzyczałam w słuchawkę telefonu.
- Ale [T.I], proszę! - błagała moja siostra.
- Zrozum Sky, nie chcę Cie więcej słyszeć i widzieć, odczep się! - skarciłam Sky za to że bezczelnie czepia się mojego życia. Może byłam dla niej trochę za ostra? Aj tam.. Will nie był dostępny, żeby poskarżyć się mu na Sky, oczywiście siedział w toalecie, jeszcze dwadzieścia minut i będzie! Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam bez zastanowienia kto to może być, jak już to moja siostrzyczka... Otworzyłam i ani trochę nie byłam zdziwiona.
- Czego chcesz Zayn? - zaakcentowałam imię swojego brata.
- Przepraszam tylko za swoją siostrę, raczej Sky, naszą siostrę.. To pa. - i odszedł. Poczułam dziwne ukłucie w sercu. Czemu? To przecież tylko mój brat... 

~*~ Oczami Zayna ~*~

Przeprosiłem [T.I] i poszedłem do parku i tak nie miałem co robić. [T.I] z początku wydawała się nie być zdziwiona, ale gdy się z nią pożegnałem, była jakaś taka zawiedziona. Jakby myślała że zostanę dłużej, czy nie wiem.. Może i jest moją siostrą, ale chciałbym żebyśmy byli całkiem nieznanymi sobie ludźmi i poznali się w jakichś innych okolicznościach. Może stworzylibyśmy niezłą parkę. Może...


Pierwsza część imagina o Zaynie :) W końcu dodałam... I jeszcze jedno przez co jest mi bardzo przykro ;( Wiecie że zrobiłam ankiety? To tak, w ankiecie: "Czy po przeczytaniu posta na moim blogu, komentujesz go?" 3 głosy na "Nie nigdy ;p" 2 na "Czasem ;/" 0 na "Tak, zawsze :)" Z niektórych głosów jestem bardzo dumna :) Ale naprawdę bardzo zależy mi na komentarzach, więc proszę o nie. To tyle, pa!





czwartek, 22 sierpnia 2013

Louis,udawana dziewczyna cz.3

 1 część - KLIK
2 część - KLIK

 Wieczorem zadzwonił twój telefon, wstałaś z łóżka i szybko spojrzałaś na wyświetlacz: Niall. Odebrałaś szybko dotykając zieloną słuchawkę.

- [T.I]? - zapytał zdziwiony tym że odebrałaś Niall.
- Nie, twoja stara.
- Czyli [T.I].. Chciałbym ci powiedzieć co nagadał Lou chłopakom.
- Jednak wiesz?
- Taak...

- No dobra, gadaj.
- To tak, mówił im że to ty odbiłaś mu Eleanor, że powiedziałaś jej że Lou się w tobie buja, i w ogóle.
- Jak ja jej nawet nie znam! - krzyknęłaś w słuchawkę telefonu.
- No ja wiem, ale oni nie! - również krzykiem odpowiedział ci Niall.
- Co za debil! A ja naprawdę już go pokochałam!
- Co? - zapytał zdziwiony Niall.
- Co za debil, powiedziałam. - powiedziałaś cichszym głosem.
- Nie to! Później!
- Nic nie mówiłam... - próbowałaś skłamać.
- Powiedziałaś coś typu:"A ja go kochałam!". Czy coś w tym stylu. - wyjaśnił.
- Wcale że nie. - Loui zawsze mówił:"Nialla nie okłamiesz.", dopiero teraz wiesz czemu.
- Kochałaś Lou? - zapytał zatroskanym głosem blondasek.
- No tak! - nie miałaś siły dalej go okłamywać, bo i tak prawda wyszła by na jaw.
- No dobra, muszę kończyć, zaraz u ciebie będę. Do zobaczenia! - chciałaś jeszcze coś powiedział, ale Niall specjalnie szybko nacisnął czerwoną słuchawkę. Usiadłaś na swojej strasznie niewygodnej sofie i pilotem włączyłaś telewizor. Akurat zaczynał się twój ulubiony serial. Oglądałaś z zaciekawieniem swój serial, gdy nagle do drzwi zapukał nie kto inny jak Niall. To on zawsze puka do otworzenia mu drzwi, chodź masz dzwonek, on nigdy go nie użył i nie zamierza. Otworzyłaś drzwi przyjacielowi i zaprosiłaś go do środka. Usiadł na sofie i czekał aż się do niego odezwiesz.
- Hej. - powiedziałaś bez entuzjazmu.
- Cześć [T.I.]. - zrobił to samo co ty i napił się soku, który już od niepamiętnych czasów stoi na stoliku obok sofy. - Fuuj! - krzyknął wypluwając sok z jego ust do szklanki w której jeszcze niedawno znajdowała się jej zawartość. Ty tylko się zaśmiałaś i usiadłaś koło niego.
- Dawno nie słyszałem twojego śmiechu. - powiedział, uśmiechając się do ciebie.
- Taa, nie często to robię.
- A powinnaś, bo jest cudowny. - odpowiedział, patrząc się w twoje oczy. Odruchowo odwróciłaś głowę, nie lubisz jak ktoś z tak bliskiej odległości, patrzy ci w oczy.
- Dlaczego odwracasz głowę? - zapytał dotykając opuszkami palców twojego czerwonego policzka.
- Bo tak... - zdjęłaś jego rękę  z twojej twarzy, udając się do kuchni.
- Po co poszłaś do kuchni? - krzyknął Niall, kierując się w tym samym kierunku co ty.
- Zrobić herbatę, też chcesz? - skłamałaś, tak naprawdę odeszłaś, bo niezręcznie się przy nim czułaś. Może i jest twoim przyjacielem, ale czasem zachowuje się jakby czuł do ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Ty na szczęście nic więcej do niego nie czujesz.
- Nie dzięki... - powiedział widocznie speszony twoim pytaniem.
- A wracając do Louisa, to widziałeś to jego lalę?
- Tak, ale mówiłem ci już że jej nie lubię, co nie? - zapytał, biorąc jedno winogrono z blatu do ręki i oglądając go uważnie z każdej strony.
- Mówiłeś, ale jak ona wygląda? - pytałaś dociekliwie.
- Blond włosy z czarnymi odrostami, piwne oczy, długie nogi, chuda, ale twarz to miała szpetną! Nie wiem na co poleciał Tomlinson! - wziął w końcu te winogrono do ust.
- A ja jaka jestem? - zapytałaś patrząc na Nialla.
- Hm... Ładna! - stwierdził po prostu.
- Dzięki. - odparłaś śmiejąc się. - Niall, przy tobie, jakoś często się śmieję.
- Widzisz jak działam na dziewczyny! - powiedział, pokazując szereg swoich białych ząbków.
- Taa, wiesz co, jestem zmęczona, możesz już iść? - rzuciłaś prosto z mostu.
- Już idę, pa [T.I.]! - dorzucił na koniec, wychodząc z twojego domu zostawiając cię samą. Wzięłaś prysznic i położyłaś się spać. Obudziły cię promienie słońca, wdzierające się do twojej sypialni. Wstałaś, zjadłaś śniadanie i poszłaś na zakupy. Gdy stałaś przy dziale z warzywami, twoją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Miała blond włosy z czarnymi odrostami, piwne oczy, długie nogi, była bardzo chuda i brzydka! Właśnie rozmawiała z kimś przez telefon. Miałaś zamiar do niej podejść gdy skończy rozmowę. Poczekałaś kilka minut i podeszłaś do tej dziewczyny.
- Przepraszam, czy przypadkiem nie masz na imię Macy? - zapytałaś uśmiechając się do niej.
- Mam, a masz coś do tego? - zapytała bezczelnie. Właśnie, Niall mówił że jest bezczelna.
- Nie, a znasz Louisa Tomlinsona? - zapytałaś mile.
- Tak! To mój chłopak, a co zazdrosna? Chcesz autograf? - patrzała na mnie z rozbawieniem.
- Nie, jestem.... - nie chciałaś powiedzieć jej prawdy, bo od razu by wszystko wygadała Lou. - Jestem Emily, jestem najlepszą przyjaciółką Nialla, znasz go?
- Taa, fajny jest. A miło mi cię poznać, Emily. - powiedziała Macy podając ci rękę.
- Mi również, Macy. - ty również wyciągnęłaś do niej rękę i ją uścisnęłaś. - Kochasz Louisa?
- Tak sobie, jest dziwny, co chwilę skarży się na swoją byłą, albo gada o niej, znasz ją?
- A jak ma na imię? - wiedziałaś że mówi o tobie, ale wolałaś się zapytać.
- Jakaś [T.I.]. Powinnaś ją znać, też przyjaźni się z Niallem. - powiedziała ze znudzeniem w głosie.
- Wiesz, co jeszcze mi jej nie przedstawiał, ale wszystko w swoim czasie. - uśmiechnęłaś się do niej.
- Tak... Ej dałabyś mi swój numer telefonu, byśmy sobie kiedyś porozmawiały, co?
- Oczywiście, dobry pomysł! - napisałaś jej na karteczce rząd znanych ci cyferek i razem podeszłyście do pierwszej, lepszej kasy, zapłacić za zakupy. Reszta dnia zleciała ci bardzo szybko, na drugi dzień umówiłaś się z Macy do kawiarni na rogu. Chciałaś dowiedzieć się czegoś więcej o Lou jej. Byłaś umówiona na 15:00, a właśnie wybiła 14:00. Chciałaś wyglądać dobrze, więc już zaczęłaś się szykować.  Założyłaś czapkębluzkę z kołnierzykiem, czarne koronkowe spodenki i czarne conversy. Nie robiłaś makijażu. Gdy wychodziłaś, na ramię zarzuciłaś tylko swoją ulubioną czarno złotą torbę adidas i wyszłaś z domu. Kierowałaś się do kawiarni. Weszłaś do niej, a twoim oczom ukazała się siedząca Macy. Usiadłaś obok niej zaczęłyście rozmowę.
- Hej. - przywitała się dziewczyna.
- Cześć. - odpowiedziałaś jej miłym głosem.
- Zamówić ci coś? Bo ja nic nie chcę. - zapytała.
- Nie dzięki, jadłam niedawno. - odpowiedziałaś zgodnie z prawdą. Między wami narastała coraz bardziej krępująca cisza, którą przerwała Macy.
- Aa! Zapomniałam ci powiedzieć że zaraz przyjdzie tu Louis, zaprosiłam go. Nie będzie przeszkadzał?
- N-n-nie! - krzyknęłaś i od razu się uśmiechnęłaś. Udałaś że dzwoni do ciebie telefon, szybko go wyciągając z torebki. Powiedziałaś tylko:"Dobrze, zaraz będę." i udałaś że się rozłączasz, nie mogłaś przecież zobaczyć się z Louisem! Nie taki był twój plan!
- Macy, przepraszam, dzwonił do mnie brat, muszę jechać! - powiedziałaś i pośpiesznie wyszłaś z kawiarni. Wychodząc, zobaczyłaś idącego Louisa. Nie, chciałaś się z nim zobaczyć, więc wpadłaś na super plan! Podeszłaś do jakiejś nastolatki i zagadałaś ją.
- Cześć, mam do ciebie prośbę, ale szybko podejdź do tamtego chłopaka. - pokazałaś jej palcem na Louisa. - I zapytaj czy nie zrobił by sobie z tobą zdjęcia, chyba masz telefon?
- Mam.. - odpowiedziała zdezorientowana dziewczyna.
- I poproś go o autograf!
- Ale ja nie mam... - nie pozwoliłaś jej dokończyć.
- Ale ja mam, trzymaj! I to jest Louis Tomlinson, z One Direction, powiedz że jesteś jego wielką fanką, ok? - dałaś jej kartkę z notatnika i długopis, schowałaś się za krzaki i patrzałaś jak ona wykonuje swoje trudne zadanie.
- Louis Tomlinson?! O boże!! - zaczęła wachlować się rękoma. - Zrobisz sobie ze mną zdjęcie i podpiszesz mi się na kartce? Proszęęęę!!!! Jestem twoją wielką fanką! - zaczęła błagać.
- Tak, czego nie robi się dla fanki. - zaczął podpisywać się jej na kartce, gdy ty w tym czasie szybko przeszłaś za krzakami i zwinnie wyminęłaś Tomlinsona. Po skończonym zadaniu dziewczyna podbiegła do ciebie i zaczęła mówić.
- I jak? - zapytała.
- Świetnie. Masz tu 20 dolarów i zapomnijmy o sprawie, ok? - dałaś jej pieniądze.
- Spoko, a i ładnie pani wygląda. - uśmiechnęła się słodko.
- Dziękuję. - odpowiedziałaś z uśmiechem i szłaś dalej. Doszłaś do domu Nialla. Zapukałaś. Nic. Zadzwoniłaś do drzwi. Nic. Więc pomyślałaś:"Pewnie śpi" i weszłaś przez okno. Miałaś rację. Drzemał słodko na kanapie w salonie.Poszłaś do kuchni, wzięłaś szklankę i nalałaś do niej zimnej wody. Oblałaś nią swojego przyjaciela.
- Czyś ty zupełnie powariowałaś?! - krzyknął Niall szybko zrywając się z kanapy.
- Chyba tak. Niall muszę ci coś powiedzieć. - powiedziałaś siadając na kanapie.
- Co? - zapytał znudzonym głosem, jakby go to nic nie obchodziło.
- Widziałam Louisa... - odpowiedziałaś.
- I co? - zapytał blondyn, którego od razu poruszyły twoje słowa.
- I nic, uciekłam. - odpowiedziałaś śmiejąc się.
- Ale jak uciekłaś? - zapytał ironicznie blondyn.
- A wiesz.. znalazłam jakąś nastolatkę, która podała się za jego fankę i go zajęła tym tak, że zwinnie przeszłam obok Lou. - opowiedziałaś zadziornie się uśmiechając.
- To dobrze, spryciulo. - krzyknął i zaczął Cię łaskotać.
- Starczy! - krzyczałaś śmiejąc się. Masz straszne łaskotki.
- Okej koniec. - puścił Cię na co ty od razu pobiegłaś za sofę.
- Nie uciekaj, nie zamierzam cię już łaskotać... - szepnął do ciebie i złapał Cię za rękę. Przez chwilę stał i był w Ciebie wpatrzony jak w obraz, nie wiedziałaś o co mu chodzi.
- Coś się stało Niall? - zapytałaś rozproszona.
- N-n-nie... A raczej tak.. - powiedział cicho i opuścił głowę.
- To co? - zapytałaś znowu, schylając twarz i patrząc na niego.
- No bo, [T.I.] ja się w tobie zakochałem, wiem że ty kochasz Lou, ale tak nie wiem dlaczego, może ja już nic nie będę mówił. - wsłuchałaś się w słowa Nialla. I pierwszy raz w życiu nie wiedziałaś co powiedzieć. Ułożyłaś w głowie coś porządnego i powiedziałaś.
- No tak Niall, kocham Lou jak jak swojego byłego chłopaka, a ciebie kocham jak przyjaciela, najlepszego przyjaciela na świecie. - powiedziałaś trochę inaczej niż chciałaś, ale też dobrze brzmi.
- Dobra, dzięki.. Tylko już chciałem to z siebie wydusić i mieć to za sobą, bo już nie mogłem wytrzymać patrząc na ciebie, rozmawiając z tobą, dotykając cię... Musiałem.. - powiedział cicho Niall i szybko spuścił głowę na dół, żebyś na niego nie patrzała. 
- Niall, masz jakiś pomysł, bo ja miałam, ale nie wypalił.
- Ale jaki.. A to mam. - odpowiedział jakby go to nic nie obchodziło.
- To jaki? - zapytałaś marszcząc brwi.
- Dziś mają do mnie przyjść chłopacy z zespołu, wszyscy mają mieć dziewczyny, Harry z jakąś blondyną na jedną noc, Liam z Dan, Zayn z Perrie, Lou z Macy, a ja? Z tobą, jak się zgodzisz.. - powedział nieśmiało twój przyjaciel.
- Czyli mam udawać twoją dziewczynę? - zapytałaś.
- Tak. - odpowiedział krótko, przytakując głową.
- Ok, ale przecież chłopaki mnie nienawidzą. 
- To polubią, jak pomyślą że się kochamy to cię polubią.
- W jaki sposób się kochamy? - podniosłaś jedną brew wyżej.
- W ten i w ten! - zaśmiał się Niall.
- Ok! 
- No bo Louis zrobi się zazdrosny, i jest twój!
- Spoko. - odpowiadałaś pojedynczymi słówkami, bo nie mogłaś się doczekać dzisiejszego wieczoru.
- To ja już zacznę sprzątać, a ty się wyszykuj. - rozkazał blondynek i zaczął zbierać papierki z podłogi. Ty pobiegłaś szybko do różnych sklepów, ponieważ Niall dał ci kasę na co chcesz. Odwiedziłaś kilkanaście sklepów, wróciłaś do domu i się przebrałaś. Założyłaś czarną sukienkę i złote koturny, na włosach zrobiłaś lekkie fale i byłaś gotowa, wyszłaś z łazienki i usiadłaś w oczekiwaniu na "gości". W tym czasie włączyłaś sobie tv i oglądałaś to co leci. Gdy akurat siedziałaś w łazience i załatwiałaś swoje sprawy fizjologiczne, do drzwi zadzwonił dzwonek, wiedziałaś kto to. Usłyszałaś jak Niall wita znajomych i razem siadają, podsłuchałaś rozmowę.
- Niall, a gdzie twoja laska? - to był zachrypnięty głos Harrego.
- Jest gdzieś... - specjalnie wyszłaś z łazienki kierując się w stronę Nialla.
- O to ona! - Niall się uśmiechnął do ciebie, za to wszyscy patrzeli na ciebie z niedowierzaniem.
- Hej! Cześć Niall! - powitałaś wszystkich z uśmiechem, całując "swojego chłopaka" w policzek.
- Cz-cześć [T.I].. - powiedział Louis.
- Ty ją znasz? - zapytała Macy - dziewczyna Lou.
- Tak, to moja była. - tego obawiałaś się najbardziej, że Macy cię pozna, ale na szczęście poszło gładko. Usiadłaś między Niallem, a Harrym. Czyli naprzeciwko Louisa i Macy. Zaczęliście rozmawiać. Cudem - chłopcy byli dla Ciebie bardzo mili. Gdy wszyscy wyszli na zewnątrz, w czasie gdy chciałaś do nich dołączyć zatrzymał Cię Louis. Natychmiast odwróciłaś się w jego stronę.
- Tak? - zapytałaś z lekkim uśmiechem.
 - [T.I.], naprawdę chodzisz z Niallem? - zapytał przejęty.
- Tak, a co?
- Bo wiesz, jak na ciebie patrze, to wiem, że jeszcze coś do ciebie czuję. Z rozmów między nami wszystkimi wywnioskowałem że jesteś milsza, że się zmieniłaś.. No dobra to dołączę do nich. - powiedział i udał się w stronę Macy.
- Ale Louis! - złapałaś go za nadgarstek.
- Tak? 
- Ja też cię kocham! - krzyknęłaś i rzuciłaś mu się na szyję, Louis od razu Cię pocałował i położył na podłogę. Spojrzał w stronę wściekłej Macy i szczęśliwego Nialla.
- Sory Macy, ja kocham [T.I.].. - powiedział, patrząc na swoją byłą.
- Ty gnoju! Mówiłeś że mnie kochasz! - rzuciła na odchodnym i wyszła z mieszkania Nialla.
- Tak, kłamałem... - szepnął i ponownie wpił się w twoje usta. Odeszłaś od Lou i podeszłaś do Nialla.
- Niall, mówię ci, znajdziesz sobie kogoś, ja tylko mogę zostać twoją przyjaciółką. Przepraszam.. - przytuliłaś go czule i pocałowałaś w policzek.
- No okej, jeśli ty jesteś szczęśliwa, ja też. - uśmiechnął się.
- Dziękuję, jesteś moim wymarzonym przyjacielem. - skończyłaś mówić, gdy podszedł do Ciebie Louis.
- A wy co? - zapytał marszcząc brwi.
- Dziękuję Niallowi, za to ze był ciągle przy mnie, bo wtedy potrzebowałam kogoś kto będzie mnie wspierał przy zdobyciu cię, Lou! - krzyknęłaś i Louis pocałował cię w czoło.
- Bo każda bajka się dobrze kończy! - krzyknął Niall, na co wszyscy zaczęliście się śmiać.


W końcu skończony! Są trzy komentarze, jest i imagin! Dziękuję wam bardzo, a najbardziej dwóm Anonimkom, oraz Szalonej.Kiti, która pierwsza dodała komentarz :) Nie za bardzo jestem zadowolona z końca, ale ważne że jest ;D Pa!



-

czwartek, 15 sierpnia 2013

Przeczytaj jeśli chcesz trzeciej części imagina o Louisie!

Hej! Mam taką prośbę do was. Jeśli pod w tym tygodniu, pod byle jakimi imaginami, nie napiszecie komentarza, nie dostaniecie imagina o Louisie, udawanej dziewczynie cz.3. Jest już prawie napisana, ale jeśli ja nie widzę komentarzy, pod imaginami, to nie chce mi się ich pisać, wiedząc że i tak nie zobaczę komentarzy pod postami. W niektórych postach mam ponad 600 wyświetleń, wiem że to mało, ale góra 2 komentarze pod tyloma wyświetleniami? Naprawdę? Może mówicie sobie teraz:"A czego ona oczekuje?", ale naprawdę pisanie imaginów jest już coraz bardziej męczące... Doceńcie to że chcę jak najlepiej napisać imaginy, poświęcam na to dużo czasu, że moim internetowym marzeniem jest to żeby mój blog był na Google wyświetlany pierwszy gdy wpiszecie sobie:"Imaginy o One Direction", ale jeśli mam tylko 2 komentarze pod postami, to szanse na to są nijakie... Gdy patrze jak jedne z tych "sławniejszych" blogów napiszą że 80 komentarzy to mało, to ja bym była wdzięczna za dziesięć...

Komentarze 3+ = kolejna część Imagina o Louisie + uśmiech na twarzy Rebel :) 

P.s. Komentarz pod tym postem również jest zaliczany :) I z góry jestem Ci bardzo wdzięczna że dodałaś/eś komentarz :)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Leeroy dla odmiany ;)

A teraz coś nowego xD

Twoim marzeniem jest zostać tancerką. Chodzisz do szkoły tanecznej, uczycie się trudnych choreografii, a później występujecie. Jak zwykle wybiła 14:00, czas wychodzić z domu.

~*~  W szkole tanecznej ~*~

- Hej [I.T.P]! Gdzie Suzy?
- Nasza trenerka?
- Tak. Zawsze była przed nami.
- Jest chora, zastąpi ją jakiś facet. Niby jest dobry..
- No mam nadzieję, za tydzień występ. - powiedziałaś patrząc na otwierające się drzwi.
- To pewnie on... - szepnęła [I.T.P] - Takk, raczej tak... - dodałaś na zakończenie. Waszym oczom ukazał się wysoki mężczyzna (chodź trudno to nazwać mężczyzną o.O) z blond włosami, szarej bluzie, białych adidasach, z różowo-białymi skarpetkami i z kobiecymi szortami przed kolana.




- Sexy.. - zaśmiała się [I.T.P].
- Cicho... - uciszyłaś ją pokazując palcem na swoje usta.
- Hej dziewczyny, jestem Leeroy i nauczę was mojej nowej choreografii, to najlepsza jaką wymyśliłem więc patrzcie. 1,2,3,4,5,6,7,8 - puścił muzykę i zaczął coś tańczyć. - I [T.I] robi shimmy, robi shimmy i [I.T.P zdrobniale] robi szpagat i Berry piruet, ale pamiętaj musisz zrobić to per-fek-cyj-nie. - powiedział sylabując palcem słowo:"Perfekcyjnie".
- Nigdy. - powiedziała stanowczo twoja koleżanka Berry.
- Czy my jesteśmy w ukrytej kamerze? - zapytała [I.T.P] rozglądając się po całej sali, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- N-nie... To choreografia, którą zatańczymy na występie... - powiedział Leeroy, a na sali znowu wszyscy zaczęli się śmiać.
- [T.I] zatańcz shimmy! - krzyknęła jedna z dziewczyn, które zawsze tańczą w tyle. Ty tylko spojrzałaś na nią zabójczym wzrokiem na co ona schowała się za swoje przyjaciółki.
- Czyli nie zatańczycie mojego układu? - zapytał nieśmiale Leeroy.
- Zapomnij! - krzyczeli po kolei wszyscy, wychodząc z sali. Ty zostałaś do końca spojrzałaś na płaczącego Leeroy'a, zrobiło Ci się go przykro.
- Leeroy.. to niezła choreografia, ale musisz ją jeszcze trochę dopracować...
- To znaczy? - zapytał podnosząc głowę i patrząc ci w oczy.
- Zobacz, shimmy to super krok! Ale użyty w innej kolejności, może być o wiele lepszy!
- Na przykład w jakiej kolejności?
- Może chcesz jeszcze dziś, od teraz, zacząć nową choreografie, z twoimi krokami? - zapytałaś uśmiechając się do niego.
- Cz-czy ty mi chcesz pomóc? - zapytał Leeroy nie dowierzając w twoje słowa.
- Tak. Jeśli tylko chcesz. - uśmiechnęłaś się jeszcze szerzej, pokazując ząbki.
- Tak, chcę. - Zaczęliście tańczyć, stworzyliście niezłą choreografie, a ty przy Leeroy'u naprawdę dużo się uśmiałaś, zobaczyłaś że nie tylko dobrze tańczy i jest bardzo zabawny i miły, ale także to, że za tymi blond włosami i tymi nędznymi, nie wiadomo skąd kupionymi ciuszkami, kryje się super przystojniak!
- Ech.. Dzięki [T.I], wymęczyłaś mnie. Ale dziękuję że pokazałaś mi kroki, których dotąd nie znałem i  nauczyłaś mnie, jak można z trudnych, nie wiadomo skąd biorących się kroków, można stworzyć świetną choreografie! - zaśmiałaś się cicho, kręcąc głową.
- Widzisz Leeroy. Nie ma rzeczy niemożliwych!
- Tak dziękuję..
- Wiesz co ja już pójdę, do zobaczenia jutro! - powiedziałaś na odchodnym i pocałowałaś Leeroy'a w policzek, na co on się zarumienił i pożegnał się z tobą.

~*~ Następny dzień ~*~

- Pi-pi-pi-pi-pi-pi! - jak co dzień o 11:00 obudził Cię budzik. Wstałaś, zjadłaś śniadanie, wzięłaś zimny prysznic, przebrałaś się i wyszłaś z domu do szkoły tanecznej. Otworzyłaś drzwi szkoły, powitała Cię znajoma muzyka, która zawsze leci, do godziny 14:00. Usiadłaś w środku korytarza, prowadzącego do sali oczekując na koniec tej znanej ci już melodii. Gdy przestała już grać, przyszła Berry z kluczami i otworzyła sale. Poćwiczyliście trochę.
- Ej, a ten Leeroy to kiedy przyjdzie? - zapytała [I.T.P].
- No nie wiem, idę sprawdzić. - wyszłaś z sali, widząc idącego Leeroy'a, na twojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Hej [T.I]! Dzięki, na... - nie zdążył powiedzieć gdyż przerwałaś mu.
- Nie mów nikomu że to ja ci pomagałam. Jakby co to sam to wymyśliłeś, bo uznałeś że tamta choreografia naprawdę była do kitu, ok?
- Ale dlaczego?
- Powiesz to, ok? - podniosłaś głos.
- Ok.. - powiedział cicho i pociągnął cię za sobą na salę. Weszliście, Leeroy przywitał się z resztą dziewczyn, oczywiście ciągle się uśmiechając. Ty zaś ustałaś na swoje miejsce w przodzie. Leeroy powiedział to co mu kazałaś i pokazał nową choreografię, którą ty już znałaś. Dziewczyny wszystko szybko załapały, z czego byłaś zadowolona. Po skończonej lekcji tańca, twoje koleżanki jak zwykle zebrały się najszybciej jak potrafią i poszły w swoje strony.
- [T.I] naprawdę dzięki... Bez ciebie cały czas byłbym przez nie wyśmiewany.
- Oj, nie ma za co dziękować, to drobiazg. - powiedziałaś uśmiechając się do niego szeroko. - A tak poza tym to prawda że jutro nie będzie próby?
- Tak, bo po prostu idę do lekarza, ok?
- No spoko, pa Leeroy! - pomachałaś mu na koniec. Wyszłaś z sali, po czym poszłaś do domu.

~*~ Następny dzień ~*~

Twój głupi, psujący się budzik, obudził Cię o 7:00 z rana. Później nie mogłaś już zasnąć więc zwlokłaś się z łóżka, ubrałaś i masz zamiar iść do sklepu po coś do jedzenia, bo coś ostatnio w lodówce masz pustki. Wciągnęłaś szybko swoje balerinki i kolorowy kardigan i wyszłaś z domu.

~*~ W sklepie ~*~

- Bułki, chleb, żelki, itd... - mówiłaś po cichu licząc produkty w koszyku, gdy nagle ktoś w ciebie buchnął.
- Co ty robisz?! - krzyknęłaś patrząc na przerażonego chłopaka.
- Bardzo mi przykro, nie zauważyłem ci... Pani! - powiedział szybko się poprawiając.
- Cipani? - zaśmiałaś  się, unosząc jedną brew do góry.
- Pani! Przepraszam... - on również się zaśmiał.
- Mogę zapytać jak masz na imię?
- Tak! Lee... Bob! - znowu szybko się poprawił.
- LeeBob? Nie słyszałam jeszcze.. - cały czas byłaś uśmiechnięta.
- Bob.. Przepraszam muszę już iść! Pa [T.I]! 
- Pa Bob! - odpowiedziałaś, ale skąd on do cholery znał twoje imię? Może mu mówiłaś przypadkiem.
Aj tam... 

~*~ Następny dzień, w szkole tanecznej ~*~

- Dzień dobry Leeroy! - przywitałaś się z chłopakiem, wchodzącym do sali.
- Dzień dobry [T.I], nie za dobry... Mamy dziś dużo roboty...
- Jak to? Jeszcze trzy dni do występu.. - powiedziałaś z pytającą miną.
- Jeden...
- Dwa...- powiedziała [I.T.P].
- Trzy! - krzyknęłaś pewnym siebie głosem.
- Jeden dziewczyny! Jeden! Dzwoniła Suzy, że jednak jutro jest występ! Przełożyli! A my dowiadujemy się o tym ostatni, inni wiedzieli już trzy dni prędzej! - krzyknął wściekły Leeroy.
- Dobra, spokojniej, ja uczyłam już się w domu. Pomogę Leeroy'owi nauczyć was tej choreografii! Pod warunkiem że Leeroy się zgodzi.
- Tak! Oczywiście! Zgadzam się! - pokiwał głową.
- To świetnie! - uśmiechnęłaś się, podskakując. Zaczęłaś pokazywać dziewczynom kroki. Za to Leeroy tłumaczył im każdy z nich. I tak minęły trzy godziny. Gdy skończyliście tańcząc cały układ, wszyscy byli całkowicie wymęczeni. Przebraliście się i poszliście do domu. 

~*~ Następny dzień, występ ~*~

-  Ten twój Leeroy, spóźnia się na próbę! - powiedziała do Ciebie Berry.
- Po pierwsze: Nie mój! Po drugie: Pewnie zaraz się zjawi!
- On ma zastąpić [I.T.P] jedną z dziewczyn które zawsze tańczą pierwsze, jak ty [T.I], jeśli nie przyjdzie, nie wygramy! - krzyknęła Beti.
- Spokojnie przyjdzie, a teraz zróbmy tą próbę. - powiedziałaś zawiedziona słowami skierowanymi do ciebie, ponieważ to nie twoja wina! Ale co z Leeroy'em? Pewnie stoi w korku, czy coś w tym stylu.. - wmawiałaś sobie. A jeśli nie? On by mnie nie zawiódł.. - to również sobie wmawiałaś. Zaczęłyście tańczyć układ. Próba wyszła nieźle. Nagle zaczęli wzywać wasz zespół, wszystkie dziewczyny spojrzały na ciebie, zawołałaś je jednym ruchem ręki i razem weszłyście na scenę. Miałaś ogromną tremę. Reszta dziewczyn widocznie też. Puścili muzykę. Zaczęłyście tańczyć. Przyszła kolej na solówę [I.T.P] czyli Leeroy'a. Wszystkie odsunęłyście się. 1,2,3, jej solówka trwa dziesięć sekund, jeszcze tylko siedem i możecie tańczyć, chciałaś już się poddać, gdy nagle na scenie pojawił się chłopak podobny do Leeroy'a, ale ten był ubrany nie w jego stylu, ale wyglądał jak chłopak ze sklepu... Tak to on! A jeśli to Leeroy, w innej odsłonie?
- Leeroy?... - zapytałaś z łzami w oczach, do tańczącego chłopaka.
- Tak, [T.I].. - szepnął Leeroy, patrząc na ciebie. Gdy skończył swoją solówkę, dołączył do was i tańczyliście resztę choreografii. Skończyliście. Później przebraliście się i czekaliście na werdykt.

- Trzecie miejsce..... Drugie miejsce....... - mówili jakieś nazwy zespołów, nie było tam waszego, albo pierwsze miejsce albo jeszcze dalsze.
- A pierwsze miejsce zajmuje............ - modliłaś się, abyście to wy wygrali. - Zespół....... Ready to dance!!!! - powiedział nazwę waszego zespołu, wszyscy zaczęliście skakać i krzyczeć, wybiegliście na środek sceny, Leeroy odebrał nagrodę. Dziewczyny podziękowały Leeroy'owi za taką choreografię.
-  Dziewczyny, to [T.I] podziękujcie, bo to ona wymyśliła tą choreografię. - powiedział gdy poszliście za kulisy sceny. Zarumieniłaś się. 
- Ale Leeroy mi pomógł.. - próbowałaś go bronić, ale on nie dawał za wygraną.
- Ty wymyśliłaś, ja tylko patrzałem... i nie mów już nic... - powiedział, po czym pocałował cię namiętnie w usta. Dziewczyny zaczęły bić brawa i krzyczeć.
- Cieszę się z wygranej. - powiedziałaś uśmiechając się do Leeroy'a.
- A ja cieszę się że cię poznałem... - powiedział i powtórnie cię pocałował.