I Love 1D

piątek, 19 kwietnia 2013

Louis, śmierć mamy...

Idziesz Warszawskimi ulicami, patrząc na ludzi, którzy patrzą na ciebie jakby byli lepsi. Jest wiosna, ale i tak nie jest za ciepło. Wtulasz się do swojego szarego sweterka, oglądasz ciuchy na wystawach, chodź wiesz, że cię na te piękne ubrania nie stać. Twój ojciec jest alkoholikiem, wie to całe miasto. To pewnie dlatego tak na ciebie patrzą. Bardzo często wychodzisz z domu, bo po śmierci twojej mamy, tata się załamał i już od roku jest alkoholikiem. Bije cię, tłucze butelki po wódce gdy jest pijany, czyli prawie zawsze. Nienawidzisz takiego życia. Jeszcze rok i kilka miesięcy temu, byliście szczęśliwą rodziną, mieliście swoją firmę, piękny, duży dom, nikt nie spodziewał się takiego zakończenia. Mama została zamordowana, nie wiadomo przez kogo, i właśnie to cię dręczy. Gdybyście może nie byli tacy bogaci, gdyby mama nie zostawała w firmie do późnego wieczora, może teraz byś była w całkiem innym miejscu na ziemi. Szczęśliwa... Na karku macie jeszcze na dodatek komornika, który zabierze wam wszystko, próbowałaś już kilka razy znaleźć pracę, ale przecież kto chciałby przyjąć do pracy córkę alkoholika? Kto by chciał jej pomóc? No właśnie, nikt... Czemu to cię spotkało? Byłaś najlepszą uczennicą w szkole, a teraz? Nawet na myśl ci nie przychodzi żeby do niej pójść... A gdzie twoi przyjaciele? Szczerze mówiąc, to oni nie byli prawdziwymi przyjaciółmi, lecieli tylko na kasę. Inaczej teraz byliby z tobą, wspieraliby cię. A oni już pewnie chodzą przy boku następnej naiwnej, bogatej dziewczyny. Teraz trudno będzie ci poznać następnych PRAWDZIWYCH przyjaciół.
Nieznaj. - Hej, czemu jesteś smutna? - dopiero teraz zauważyłaś że siedzisz na murku z łzami w oczach.
Ty - Podchodzisz do mnie? O jaki odważny...
Nieznaj. - Czemu nie mam do ciebie podchodzić? 
Ty - Hymm.. Może dlatego że mój ojciec jest alkoholikiem a ja nikim? - zaczęłaś płakać.
Nieznaj. - Przepraszam, nie chciałem...
Ty - Ok, to ja przepraszam..
Nieznaj. - Czemu, myślisz że wszyscy cię unikają?
Ty - A co? Nie unikają?
Nieznaj. - Ja nie unikam takiej ładnej dziewczyny.
Ty - Dzięki... - zarumieniłaś się i uśmiech wkradł się na twoją twarz.
Nieznaj. - Ale ładnie się uśmiechasz, rób to częściej!
Ty - Ok, spróbuję.. A tak po za tym jestem [T.I]. A ty?
Nieznaj. - Louis, ładne masz imię. Kto wybierał?
Ty - Mama... - poleciała ci łza po policzku.
Lou - Coś powiedziałem nie tak?
Ty - Nie, nie, mama nie żyje...
Lou - A kiedy umarła?
Ty - Rok i kilka miesięcy temu.
Lou - Jesteś [T.I]...
Ty - [T.N].
Lou - Aha, to ja lecę, sory... - powiedział szybko, i pobiegł. Czemu? Minęło kilka dni, a Louisa nigdzie nie było. Szkoda, bo był jedynym fajnym człowiekiem, którego polubiłaś i który nie leciał na forsę. Idziesz do sklepu kupić sobie bluzkę za znalezioną kasę, ale wątpisz że znajdziesz jakąś fajną bluzkę za 20 zł. Dobra tam, zawsze coś.
Ty - Dzień dobry. Jakie macie najtańsze bluzki?
Sprz. - Zaraz sprawdzę...
Ty - Ok...
Sprz. - 29.99 zł. A ile masz?
Ty - Yyy, dobrze, nie, dziękuję...
Ktoś - A ile masz?
Ty - No, 20 zł.. - wstydziłaś się tego że na nic cię nie stać.
Ktoś - To wybierz coś sobie, zapłacę, nie będziesz mi winna.
Ty - Ale..
Ktoś - Nic nie mów, wybieraj. - wybrałaś ten sweterekte leginsy.
Sprz. - To wszystko?
Ktoś - To wszystko?
Ty - Tak.
Sprz. - 110 zł.
Ktoś - Proszę. Ja idę, pa! Weź zakupy!
Ty - Kim jesteś? - zawołałaś biorąc zakupy z lady, ale nikt jednak nie odpowiedział. Wróciłaś do domu, taty w nim nie było, ufff...  Pewnie nie będzie cały dzień, bo jak gdzieś pójdzie to zawsze idzie się gdzieś upić. I dobrze... Wychodzisz na dwór, złapać trochę świeżego powietrza, chodź nie wiem czy można go tak nazwać, bo mieszkasz w mieście.
Ty - Louis!!! - krzyknęłaś tak głośno że chyba cała Warszawa cię usłyszała.
Lou - Już! - krzyknął i wszedł do środka.
Lou - Nie ma taty?
Ty - Mojego nie ma! I się cieszę. Czemu, tak długo się nie widzieliśmy?
Lou - Nie wiem...
Ty - A czemu wtedy tak szybko uciekłeś?
Lou - Bo telefon mi dzwonił..
Ty - Nie słyszałam.
Lou - Bo miałem wyciszony.
Ty - A ok. I na wszelki wypadek masz tu mój numer telefonu!
Lou - Nie chcę!
Ty - Dlaczego?
Lou - Ok, daj...
Ty - Zapisuj 725...
Lou - Już.
Ty - Ok! Idziemy się przejść?
Lou - No dobra... - wyszliście z domu, oczywiście założyłaś na siebie swoje nowe ciuchy. Szliście rozmawiając.
Ty - Dręczy mnie myśl, kto zabił moją mamę?
Lou - No nie wiem... Ja spadam, mieszkam niedaleko...
Ty - Odprowadzę cię!
Lou - Nie chcę! - znowu pobiegł, tylko że po drodze złapała go policja.
Police - To on! Łapać go! - za co? Stałaś jak wryta i zamiast mu pomóc, patrzyłaś się na tą sytuację.
Ty - O Boże... Co się stało? - zapytałaś policjantkę.
Police - Zabił Panią [I.T.M] [N.T.M]. Rok temu.
Ty - I kilka miesięcy... - to wyjaśniało wszystkie te ucieczki gdy mówiłaś o mamie. Jak on mógł? Przecież mógłby się przyznać... Byś nie była aż tak wściekła i smutna. Masz mieszane uczucia, kochałaś go. Zamierzasz pójść do tego więzienia, porozmawiać z nim.
Ty - Dzień dobry, przyszłam odwiedzić Louisa.
Police - Jakiego, jest ich pełno?
Ty - Tego co niedawno tu przybył.
Police - Westa (Łesta)?
Ty - A jak wyglądał?
Police - Blondyn, dość gruby, brzydki.
Ty - To nie, Louis jest właśnie na odwrót.
Police - Mamy Louisa Greya, Louisa Bella,Barkera, Tomlinsona, Khana. To Anglicy.
Ty - Strzele że to Tomlinson, mówił że ma długie nazwisko.
Police - To chodź mała.
Ty - Już. - odpowiedziałaś policjantowi. Zaprowadził cię do Louisa, dobrze strzeliłaś. Siedział smutny za kratami, sam.
Lou - [T.I]?
Ty - Tak. Nie rób sobie nadziei.
Lou - Ok.
Ty - Myślałam że jesteś spoko, ale się myliłam, zakochałam się.
Lou - Ja też, nie mogłem bez ciebie normalnie funkcjonować. Naprawdę [T.I]...
Ty - Czemu to zrobiłeś? - zaczęłaś płakać. - Widziałeś że trudno mi było o niej mówić.
Lou - Wiem...
Ty - Jak mogłeś tego słuchać?
Lou - ... - miał oczy pełne łez, zrobiło ci się go szkoda...
Ty - Nie wiem jak ci to wybaczę, ale brzydzę się ciebie, żeby z tobą być... Nie mam nawet kasy żeby cię wypuścić... Kocham cię, ale już więcej się nie zobaczymy.... Przepraszam... - szepnęłaś słowo 'przepraszam' resztę powiedziałaś głośno i wyszłaś z budynku. Poszłaś do parku, trochę po nim pochodziłaś, później doszłaś na wysoką górę, bardzo wysoką... Wyciągnęłaś karteczkę (na to cię jeszcze stać) i długopis, napisałaś na karteczce to: ''Nie mogłam już tak dłużej żyć. Ojciec alkoholik, mamy nie mam, zamordował ją chłopak, którego kocham... Louis Tomlinson... Jeśli się dowiesz o moim następnym życiu w lepszym świecie, dopiero zrozumiesz, że mnie uratowałeś... Inaczej bym zabiła się również tutaj, ale bez tej miłości w sercu, bez ciebie. Ja idę do mamy, może będę szła długo, ale wolę to, niż cierpieć z miłości do ciebie. Ja już zacznę swoją podróż. Przepraszam... Kocham cię. 

    P.S. Serce zabrałam ze sobą, by przypominało mi ciebie - Louisie. Piszę to po to, abyście nie dziwili się czemu nie mam serca. Paaaa....'' 

I rzuciłaś się w przepaść, nie bolało, oczywiście zabrałaś ze sobą serce, jeszcze biło w rytm twojej ulubionej piosenki... Widziałaś w nim odbicie uśmiechniętego Louisa.

1 komentarz:

  1. Hej :) Zostałaś nominowana do Libster Awards ! więcej tutaj:

    http://sweethotlips.blogspot.com/2013/05/libster-awards.html

    OdpowiedzUsuń