I Love 1D

środa, 28 sierpnia 2013

Zayn, rodzeństwo cz.I

Jest rano. Budzisz się obok swojego chłopaka - Willa. Jesteś z nim bardzo szczęśliwa, ma pracę, dom, duże podwórko, konia i psa. Po prostu jest bogaty, no a ty? Po twoim urodzeniu, twoja matka oddała cię do domu dziecka, byłaś tam rok. Później trafiłaś do rodziny patologicznej. Na pozór idealna, szczęśliwa rodzina, ale nikt nie chciałby do niej trafić. Ojciec - alkoholik, matka - narkomanka, a rodzeństwo? Tylko brat, który teraz pracuje w szkole jako woźny. Musiałaś wychowywać się w takiej rodzinie, niestety, ale poznałaś Willa, był samotny, pełnoletni, wykształcony i bogaty. Idealny! Od roku jesteście razem. Zaczęłaś u niego pomieszkiwać już jak się tylko przyjaźniliście. Wiedział o twojej rodzinie, że jesteś biedna, żę wychowałaś się w patologii, bo w sumie kto nie wiedział? Chyba tylko twoja prawdziwa matka, wiesz że jest ona bogata, że jest młoda i piękna. Więc dlaczego oddała cię do domu dziecka, o tym wolisz nie myśleć.

Will - Księżniczko, pora wstawać. - szepnął ci do ucha twój ukochany.
Ty - Już, już... - mówiłaś zaspanym głosem.
Will - Chyba wiesz co dziś jest?
Ty - Yhy..
Will - Co?
Ty - Boże Narodzenie... 
Will - Twoje urodziny!
Ty - Nie... Nie mam urodzin w Boże Narodzenie...
Will - Dzisiaj nie Boże Narodzenie...
Ty - Mam urodziny!
Will - Nie, nie masz urodzin...
Ty - Mam!
Will - No raczej!
Ty - A życzenia?
Will - Wszystkiego najlepszego oczywiście!
Ty - To kogo zapraszamy?
Will - A kogo chcesz?
Ty - Może Patricie, Roberta, Kate, Edwarda, Antoniego itd...
Will - No ok, to ja posprzątam, coś ugotuje, a ty zadzwoń po gości, dobra?
Ty - Spoko! - i zaczęłaś dzwonić do wszystkich, których chciałabyś zobaczyć na swoim przyjęciu urodzinowym.
Ty - Już! Do wszystkich już zadzwoniłam.
Will - To fajnie, a pomogłabyś mi?
Ty - Dobrze. - i wzięłaś się za ścielenie łóżka, i wycieranie kurzów. Gdy już to wszystko zrobiłaś, ubrałaś się w swoją ulubioną kieckę, i uczesałaś się w kłosa. Zaczęli przychodzić goście. Wszyscy są. I jeszcze ktoś dzwoni do drzwi. 
Ty - Proszę!
Z - Dzień dobry jestem Zayn, czy jesteś [T.I]?
Ty - [T.I] Malik, a co?
Z - Ja to Zayn Malik, jestem twoim bratem, zostałaś oddana do domu dziecka, ale twoje nazwisko się zachowało, też jestem Malik.
Ty - To po co teraz tu przychodzisz? - nie chciałaś z nim rozmawiać.
Z - Bo chcę ci kogoś przedstawić.
Ty - Kogo?
Z - Mamo chodź!
M - [T.I]?
Ty - Nie, dziewczyna która nie chce z panią rozmawiać. - zamknęłaś jej drzwi przed nosem.
Will - [T.I]?
Ty - Nie, twoja stara! - krzyknęłaś i pobiegłaś do łazienki.
Will - Wychodź stamtąd!
Ty - Nie!
Will - Nie bądź uparta!
Ty - No chyba mnie nie znasz?!
Will - Dobra, dobra wychodź!
Ty - No ok...
Will - W końcu! Co się stało?
Ty - Gówno żyda przejechało...
Will - [T.I] ty nawet w takim sytuacjach rzucasz sucharami na okrągło.
Ty - Bo taka jestem... Widzisz... - powiedziałaś cicho i poszłaś odwołać przyjęcie urodzinowe.
Will - Co robisz? - zapytał patrząc co robisz.
Ty - Wynocha! Odwołuję przyjęcie urodzinowe, prezenty możecie wziąć spowrotem! - powiedziałaś do gości.
Will - Ej! Będzie przyjęcie! - krzyknął łapiąc Cię za nadgarstki, przyciągając do siebie.
Ty - Najwyżej twoje! Moje: Nie! - podbiegłaś do okna, wychodząc przez nie.
Will - I już tu mi przychodzić patolu! - krzyknął wychylając się przez okno, jednocześnie przez nie wypadając.
Ty - Ha, ha, ha, ha, ha! - zaczęłaś się z niego śmiać, podeszłaś bliżej i pomogłaś mu wstać. - Nie jestem patolem. Urodziła mnie bogata baba, ja tylko trafiłam do biedaków. - uśmiechnęłaś się do niego.
Will - Przepraszam.. Powiedziałem to z nerwów. Sorka...
Ty - Spoko. - podniosłaś go wkońcu.
Will - Dzięki że mi pomogłaś wstać, ja na twoim miejscu bym tego nie zrobił. - zaśmiał się.
Ty - Jutro idziesz do pracy? - zapytałaś wchodząc przez okno do domu. Will wszedł drzwiami, gdyż nigdy nie był za dobry we wchodzeniu przez okna, na drzewa i tego typu wysokie rzeczy.
Will - Niestety, jakbym mógł zostać z tobą chodź jeden tydzień, sam na sam... 
Ty - Ciesz się że masz chociaż dwa dni wolnego... - powiedziałaś szczerze się uśmiechając.

~*~ Oczami Willa ~*~

Will - [T.I] idę spać, nie mogę się jutro spóźnić do pracy. - krzyknąłem z sypialni, do [T.I] gotującej coś w kuchni. Goście poszli dopiero wieczorem, [T.I] przeprosiła ich za wszystko.
[T.I] - Dobrze, na stole będzie jutro czekało na ciebie śniadanie do pracy i na ranek, oznakuję ci je jakoś, dobranoc!
Will - Okej! Kocham Cię, dziękuję, dobranoc! - odpowiedziałem mojej dziewczynie i położyłem się spać.

~*~ Oczami [T.I] ~*~

Przygotowałam Willowi śniadanie na jutro, napisałam dwie karteczki, "Śniadanie do pracy" oraz "Zjedz to natychmiast!" wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka, gdzie już słodko drzemał Will.
Obudziłam się o 10:00, Willa już nie było. No wiadomo, miał na 08:00 do pracy. Wstawałam, a nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Kompletnie nie wiedziałam kim może być ten dzwoniący z rana (chodź nie wiem czy 10:00 to jeszcze wczesne rano) ktosiek. Otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich Zayna, chłopaka podającego się za mojego brata... Sama się zdziwiłam, nie zamykając mu drzwi przed nosem. Czyżby francowata [T.I] zrobiła się trochę milsza?
- Pamiętasz mnie? - zapytał Zayn.
-  Nie. A kim jesteś? 
- Zayn Malik, twój brat.
- To był sarkazm... - powiedziałam przymykając oczy.
- No dobra, nie wiedziałem że mam siostrzyczkę. - odparł mulat, uśmiechając się cwaniacko.
- Ale to niemożliwe że ty jesteś mulatem, a ja? Jestem blada z natury... - odezwałam się, podnosząc brwi do góry i patrząc na chłopaka z góry do dołu.
- Bo ojciec jest mulatem, a matka jest biała. - wyjaśnił.
- Ładna jest?
- Ty? Tak baaardzooo!
- Mama. - odpowiedziałam stanowczo bratu.
- Nie mój gust.
- Czyli brzydka?
- Nie wiem. A co? - zapytał.
- Nic, nic... - pokręciłam głową.
- Okej. A wpuściłabyś mnie do środka?
- N..no dobra! - uśmiechnęłam się, dlaczego go wpuściłam do środka, powie mojej matce jak mieszkam, jak się ubieram. Co to, to nie.
- Zayn, może lepiej się gdzieś przejdziemy? - powiedziałam do chłopaka właśnie wkraczającego do mojego domu.
- Co? Tak, okej. - odpowiedział spoglądając na mnie tymi czekoladowymi tęczówkami. Od razu cofając się.
- To chodź! - krzyknęłam radośnie, biorąc czarny sweterek z korytarza. Najpierw spacerowaliśmy parkiem, potem Zayn zaprosił mnie do swojego domu, natychmiastowo odmówiłam, ale po krótkim zastanowieniu zgodziłam się. Zayn był miły i zabawny, ale jakże przystojny. Z chwilą wydawało mi się że jego dom znajdował się blisko mojego domu, raczej mojego i Willa. Tak też było. Weszliśmy do jego domu. Widać ze moja rodzina jest bogata, już przecież po firmowych ubraniach Zayna mogłam to wywnioskować. Zobaczyłam bladą kobietę, a raczej nastolatkę, w około moim wieku idącą przez korytarz, ogromnego domu. Jasno rude włosy, ubrana w strój chearleaderki. Włosy zaś miała związane w kucyka. Odwróciła się w moją stronę, uśmiechnęła się i zaczęła iść szybkim krokiem w moją stronę. Była czymś bardzo podekscytowana.
- Siostra! To ty [T.I]? - spojrzała na mnie od góry do dołu i złapała za ręce.
- Tak, a co? - zapytałam i przeniosłam swój wzrok na Zayna.
- To Sky, twoja siostra. Zawsze chciała mieć siostrę, a jak dowiedziała się, że ją ma, od razu była tym bardzo podekscytowana. - wyjaśnił mój brat, odsuwając Sky ode mnie.
- Zayn, to też moja siostra, [T.I] zamieszkasz z nami? - zapytała klękając przede mną  i składając ręce jak do modlitwy.
- Przepraszam, muszę iść... - wyszłam z przedpokoju i szybko pobiegłam w stronę domu mojego i Willa. Czułam się trochę niekomfortowo w ze Sky i Zaynem, w ich domu. Za mną oczywiście wybiegła moja siostra i brat, ale zignorowałam to i biegłam dalej. Dobiegłam do furtki, drżącymi rękoma otworzyłam ją, później drzwi i jestem bezpieczna. Wzięłam komórkę ze stołu w kuchni i wybiłam numer Willa. 
- Coś się stało [T.I]? - zapytał głosem pełnym strachu.
- Nie nic, ale przyjedź szybko do domu, bo się nudzę.. - skłamałam, to nie rozmowa na telefon,
- Ok, ale zwalniam się ostatni raz w tym tygodniu, bo nie mogę ciągle się zwalniać z roboty, wywalą mnie. - wytłumaczył Ci Will. Racja, codziennie dzwonię do niego z jakąś drobnostką.
- Dzięki, pa! Kocham Cię! - cmoknęłam w telefon i szybko się rozłączyłam. Zrobiłam sobie kanapkę, zjadłam ją i w tym samym czasie do drzwi zadzwonił Will. Otworzyłam mu i zaczęłam mówić.
- Bo Will, dzisiaj... - on nigdy nie pozwala mi dokańczać.
- A jednak coś było! - krzyknął uradowany.
- Tak.. - powiedziałam nieśmiale i mówiłam dalej. -Dziś Zayn przyszedł do mnie, ale ja nie chciałam żeby był u nas w domu, więc się gdzieś z nim przeszłam. On później zaproponował mi żebym poszła do niego, najpierw nie chciałam, ale się zgodziłam. Poszliśmy do niego i tam była Sky, Sky to moja siostra, chciała żebym u nich zamieszkała i uciekłam stamtąd. Oni za mną pobiegli, ale ja zgubiłam ich na szczęście, potem zadzwoniłam po ciebie i ty przyjechałeś i ja ci teraz to wszystko tłumaczę. - powiedziałam wszystko na jednym wdechu, po czym się uśmiechnęłam.
- Aha. - nie zastanawiając się, odpowiedział mi, na co się ponownie uśmiechnęłam, pokazując szereg, swoich zdrowych, trochę krzywych ząbków. Reszta dnia minęła, jak każdy, miły dzień z Willem. Za to następny dzień był do dupy...

~*~

Naprawdę! Nie zamierzam u was mieszkać! Macie coś z głową! Mam swoje życie i nie chcę innego! - krzyczałam w słuchawkę telefonu.
- Ale [T.I], proszę! - błagała moja siostra.
- Zrozum Sky, nie chcę Cie więcej słyszeć i widzieć, odczep się! - skarciłam Sky za to że bezczelnie czepia się mojego życia. Może byłam dla niej trochę za ostra? Aj tam.. Will nie był dostępny, żeby poskarżyć się mu na Sky, oczywiście siedział w toalecie, jeszcze dwadzieścia minut i będzie! Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam bez zastanowienia kto to może być, jak już to moja siostrzyczka... Otworzyłam i ani trochę nie byłam zdziwiona.
- Czego chcesz Zayn? - zaakcentowałam imię swojego brata.
- Przepraszam tylko za swoją siostrę, raczej Sky, naszą siostrę.. To pa. - i odszedł. Poczułam dziwne ukłucie w sercu. Czemu? To przecież tylko mój brat... 

~*~ Oczami Zayna ~*~

Przeprosiłem [T.I] i poszedłem do parku i tak nie miałem co robić. [T.I] z początku wydawała się nie być zdziwiona, ale gdy się z nią pożegnałem, była jakaś taka zawiedziona. Jakby myślała że zostanę dłużej, czy nie wiem.. Może i jest moją siostrą, ale chciałbym żebyśmy byli całkiem nieznanymi sobie ludźmi i poznali się w jakichś innych okolicznościach. Może stworzylibyśmy niezłą parkę. Może...


Pierwsza część imagina o Zaynie :) W końcu dodałam... I jeszcze jedno przez co jest mi bardzo przykro ;( Wiecie że zrobiłam ankiety? To tak, w ankiecie: "Czy po przeczytaniu posta na moim blogu, komentujesz go?" 3 głosy na "Nie nigdy ;p" 2 na "Czasem ;/" 0 na "Tak, zawsze :)" Z niektórych głosów jestem bardzo dumna :) Ale naprawdę bardzo zależy mi na komentarzach, więc proszę o nie. To tyle, pa!





czwartek, 22 sierpnia 2013

Louis,udawana dziewczyna cz.3

 1 część - KLIK
2 część - KLIK

 Wieczorem zadzwonił twój telefon, wstałaś z łóżka i szybko spojrzałaś na wyświetlacz: Niall. Odebrałaś szybko dotykając zieloną słuchawkę.

- [T.I]? - zapytał zdziwiony tym że odebrałaś Niall.
- Nie, twoja stara.
- Czyli [T.I].. Chciałbym ci powiedzieć co nagadał Lou chłopakom.
- Jednak wiesz?
- Taak...

- No dobra, gadaj.
- To tak, mówił im że to ty odbiłaś mu Eleanor, że powiedziałaś jej że Lou się w tobie buja, i w ogóle.
- Jak ja jej nawet nie znam! - krzyknęłaś w słuchawkę telefonu.
- No ja wiem, ale oni nie! - również krzykiem odpowiedział ci Niall.
- Co za debil! A ja naprawdę już go pokochałam!
- Co? - zapytał zdziwiony Niall.
- Co za debil, powiedziałam. - powiedziałaś cichszym głosem.
- Nie to! Później!
- Nic nie mówiłam... - próbowałaś skłamać.
- Powiedziałaś coś typu:"A ja go kochałam!". Czy coś w tym stylu. - wyjaśnił.
- Wcale że nie. - Loui zawsze mówił:"Nialla nie okłamiesz.", dopiero teraz wiesz czemu.
- Kochałaś Lou? - zapytał zatroskanym głosem blondasek.
- No tak! - nie miałaś siły dalej go okłamywać, bo i tak prawda wyszła by na jaw.
- No dobra, muszę kończyć, zaraz u ciebie będę. Do zobaczenia! - chciałaś jeszcze coś powiedział, ale Niall specjalnie szybko nacisnął czerwoną słuchawkę. Usiadłaś na swojej strasznie niewygodnej sofie i pilotem włączyłaś telewizor. Akurat zaczynał się twój ulubiony serial. Oglądałaś z zaciekawieniem swój serial, gdy nagle do drzwi zapukał nie kto inny jak Niall. To on zawsze puka do otworzenia mu drzwi, chodź masz dzwonek, on nigdy go nie użył i nie zamierza. Otworzyłaś drzwi przyjacielowi i zaprosiłaś go do środka. Usiadł na sofie i czekał aż się do niego odezwiesz.
- Hej. - powiedziałaś bez entuzjazmu.
- Cześć [T.I.]. - zrobił to samo co ty i napił się soku, który już od niepamiętnych czasów stoi na stoliku obok sofy. - Fuuj! - krzyknął wypluwając sok z jego ust do szklanki w której jeszcze niedawno znajdowała się jej zawartość. Ty tylko się zaśmiałaś i usiadłaś koło niego.
- Dawno nie słyszałem twojego śmiechu. - powiedział, uśmiechając się do ciebie.
- Taa, nie często to robię.
- A powinnaś, bo jest cudowny. - odpowiedział, patrząc się w twoje oczy. Odruchowo odwróciłaś głowę, nie lubisz jak ktoś z tak bliskiej odległości, patrzy ci w oczy.
- Dlaczego odwracasz głowę? - zapytał dotykając opuszkami palców twojego czerwonego policzka.
- Bo tak... - zdjęłaś jego rękę  z twojej twarzy, udając się do kuchni.
- Po co poszłaś do kuchni? - krzyknął Niall, kierując się w tym samym kierunku co ty.
- Zrobić herbatę, też chcesz? - skłamałaś, tak naprawdę odeszłaś, bo niezręcznie się przy nim czułaś. Może i jest twoim przyjacielem, ale czasem zachowuje się jakby czuł do ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Ty na szczęście nic więcej do niego nie czujesz.
- Nie dzięki... - powiedział widocznie speszony twoim pytaniem.
- A wracając do Louisa, to widziałeś to jego lalę?
- Tak, ale mówiłem ci już że jej nie lubię, co nie? - zapytał, biorąc jedno winogrono z blatu do ręki i oglądając go uważnie z każdej strony.
- Mówiłeś, ale jak ona wygląda? - pytałaś dociekliwie.
- Blond włosy z czarnymi odrostami, piwne oczy, długie nogi, chuda, ale twarz to miała szpetną! Nie wiem na co poleciał Tomlinson! - wziął w końcu te winogrono do ust.
- A ja jaka jestem? - zapytałaś patrząc na Nialla.
- Hm... Ładna! - stwierdził po prostu.
- Dzięki. - odparłaś śmiejąc się. - Niall, przy tobie, jakoś często się śmieję.
- Widzisz jak działam na dziewczyny! - powiedział, pokazując szereg swoich białych ząbków.
- Taa, wiesz co, jestem zmęczona, możesz już iść? - rzuciłaś prosto z mostu.
- Już idę, pa [T.I.]! - dorzucił na koniec, wychodząc z twojego domu zostawiając cię samą. Wzięłaś prysznic i położyłaś się spać. Obudziły cię promienie słońca, wdzierające się do twojej sypialni. Wstałaś, zjadłaś śniadanie i poszłaś na zakupy. Gdy stałaś przy dziale z warzywami, twoją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Miała blond włosy z czarnymi odrostami, piwne oczy, długie nogi, była bardzo chuda i brzydka! Właśnie rozmawiała z kimś przez telefon. Miałaś zamiar do niej podejść gdy skończy rozmowę. Poczekałaś kilka minut i podeszłaś do tej dziewczyny.
- Przepraszam, czy przypadkiem nie masz na imię Macy? - zapytałaś uśmiechając się do niej.
- Mam, a masz coś do tego? - zapytała bezczelnie. Właśnie, Niall mówił że jest bezczelna.
- Nie, a znasz Louisa Tomlinsona? - zapytałaś mile.
- Tak! To mój chłopak, a co zazdrosna? Chcesz autograf? - patrzała na mnie z rozbawieniem.
- Nie, jestem.... - nie chciałaś powiedzieć jej prawdy, bo od razu by wszystko wygadała Lou. - Jestem Emily, jestem najlepszą przyjaciółką Nialla, znasz go?
- Taa, fajny jest. A miło mi cię poznać, Emily. - powiedziała Macy podając ci rękę.
- Mi również, Macy. - ty również wyciągnęłaś do niej rękę i ją uścisnęłaś. - Kochasz Louisa?
- Tak sobie, jest dziwny, co chwilę skarży się na swoją byłą, albo gada o niej, znasz ją?
- A jak ma na imię? - wiedziałaś że mówi o tobie, ale wolałaś się zapytać.
- Jakaś [T.I.]. Powinnaś ją znać, też przyjaźni się z Niallem. - powiedziała ze znudzeniem w głosie.
- Wiesz, co jeszcze mi jej nie przedstawiał, ale wszystko w swoim czasie. - uśmiechnęłaś się do niej.
- Tak... Ej dałabyś mi swój numer telefonu, byśmy sobie kiedyś porozmawiały, co?
- Oczywiście, dobry pomysł! - napisałaś jej na karteczce rząd znanych ci cyferek i razem podeszłyście do pierwszej, lepszej kasy, zapłacić za zakupy. Reszta dnia zleciała ci bardzo szybko, na drugi dzień umówiłaś się z Macy do kawiarni na rogu. Chciałaś dowiedzieć się czegoś więcej o Lou jej. Byłaś umówiona na 15:00, a właśnie wybiła 14:00. Chciałaś wyglądać dobrze, więc już zaczęłaś się szykować.  Założyłaś czapkębluzkę z kołnierzykiem, czarne koronkowe spodenki i czarne conversy. Nie robiłaś makijażu. Gdy wychodziłaś, na ramię zarzuciłaś tylko swoją ulubioną czarno złotą torbę adidas i wyszłaś z domu. Kierowałaś się do kawiarni. Weszłaś do niej, a twoim oczom ukazała się siedząca Macy. Usiadłaś obok niej zaczęłyście rozmowę.
- Hej. - przywitała się dziewczyna.
- Cześć. - odpowiedziałaś jej miłym głosem.
- Zamówić ci coś? Bo ja nic nie chcę. - zapytała.
- Nie dzięki, jadłam niedawno. - odpowiedziałaś zgodnie z prawdą. Między wami narastała coraz bardziej krępująca cisza, którą przerwała Macy.
- Aa! Zapomniałam ci powiedzieć że zaraz przyjdzie tu Louis, zaprosiłam go. Nie będzie przeszkadzał?
- N-n-nie! - krzyknęłaś i od razu się uśmiechnęłaś. Udałaś że dzwoni do ciebie telefon, szybko go wyciągając z torebki. Powiedziałaś tylko:"Dobrze, zaraz będę." i udałaś że się rozłączasz, nie mogłaś przecież zobaczyć się z Louisem! Nie taki był twój plan!
- Macy, przepraszam, dzwonił do mnie brat, muszę jechać! - powiedziałaś i pośpiesznie wyszłaś z kawiarni. Wychodząc, zobaczyłaś idącego Louisa. Nie, chciałaś się z nim zobaczyć, więc wpadłaś na super plan! Podeszłaś do jakiejś nastolatki i zagadałaś ją.
- Cześć, mam do ciebie prośbę, ale szybko podejdź do tamtego chłopaka. - pokazałaś jej palcem na Louisa. - I zapytaj czy nie zrobił by sobie z tobą zdjęcia, chyba masz telefon?
- Mam.. - odpowiedziała zdezorientowana dziewczyna.
- I poproś go o autograf!
- Ale ja nie mam... - nie pozwoliłaś jej dokończyć.
- Ale ja mam, trzymaj! I to jest Louis Tomlinson, z One Direction, powiedz że jesteś jego wielką fanką, ok? - dałaś jej kartkę z notatnika i długopis, schowałaś się za krzaki i patrzałaś jak ona wykonuje swoje trudne zadanie.
- Louis Tomlinson?! O boże!! - zaczęła wachlować się rękoma. - Zrobisz sobie ze mną zdjęcie i podpiszesz mi się na kartce? Proszęęęę!!!! Jestem twoją wielką fanką! - zaczęła błagać.
- Tak, czego nie robi się dla fanki. - zaczął podpisywać się jej na kartce, gdy ty w tym czasie szybko przeszłaś za krzakami i zwinnie wyminęłaś Tomlinsona. Po skończonym zadaniu dziewczyna podbiegła do ciebie i zaczęła mówić.
- I jak? - zapytała.
- Świetnie. Masz tu 20 dolarów i zapomnijmy o sprawie, ok? - dałaś jej pieniądze.
- Spoko, a i ładnie pani wygląda. - uśmiechnęła się słodko.
- Dziękuję. - odpowiedziałaś z uśmiechem i szłaś dalej. Doszłaś do domu Nialla. Zapukałaś. Nic. Zadzwoniłaś do drzwi. Nic. Więc pomyślałaś:"Pewnie śpi" i weszłaś przez okno. Miałaś rację. Drzemał słodko na kanapie w salonie.Poszłaś do kuchni, wzięłaś szklankę i nalałaś do niej zimnej wody. Oblałaś nią swojego przyjaciela.
- Czyś ty zupełnie powariowałaś?! - krzyknął Niall szybko zrywając się z kanapy.
- Chyba tak. Niall muszę ci coś powiedzieć. - powiedziałaś siadając na kanapie.
- Co? - zapytał znudzonym głosem, jakby go to nic nie obchodziło.
- Widziałam Louisa... - odpowiedziałaś.
- I co? - zapytał blondyn, którego od razu poruszyły twoje słowa.
- I nic, uciekłam. - odpowiedziałaś śmiejąc się.
- Ale jak uciekłaś? - zapytał ironicznie blondyn.
- A wiesz.. znalazłam jakąś nastolatkę, która podała się za jego fankę i go zajęła tym tak, że zwinnie przeszłam obok Lou. - opowiedziałaś zadziornie się uśmiechając.
- To dobrze, spryciulo. - krzyknął i zaczął Cię łaskotać.
- Starczy! - krzyczałaś śmiejąc się. Masz straszne łaskotki.
- Okej koniec. - puścił Cię na co ty od razu pobiegłaś za sofę.
- Nie uciekaj, nie zamierzam cię już łaskotać... - szepnął do ciebie i złapał Cię za rękę. Przez chwilę stał i był w Ciebie wpatrzony jak w obraz, nie wiedziałaś o co mu chodzi.
- Coś się stało Niall? - zapytałaś rozproszona.
- N-n-nie... A raczej tak.. - powiedział cicho i opuścił głowę.
- To co? - zapytałaś znowu, schylając twarz i patrząc na niego.
- No bo, [T.I.] ja się w tobie zakochałem, wiem że ty kochasz Lou, ale tak nie wiem dlaczego, może ja już nic nie będę mówił. - wsłuchałaś się w słowa Nialla. I pierwszy raz w życiu nie wiedziałaś co powiedzieć. Ułożyłaś w głowie coś porządnego i powiedziałaś.
- No tak Niall, kocham Lou jak jak swojego byłego chłopaka, a ciebie kocham jak przyjaciela, najlepszego przyjaciela na świecie. - powiedziałaś trochę inaczej niż chciałaś, ale też dobrze brzmi.
- Dobra, dzięki.. Tylko już chciałem to z siebie wydusić i mieć to za sobą, bo już nie mogłem wytrzymać patrząc na ciebie, rozmawiając z tobą, dotykając cię... Musiałem.. - powiedział cicho Niall i szybko spuścił głowę na dół, żebyś na niego nie patrzała. 
- Niall, masz jakiś pomysł, bo ja miałam, ale nie wypalił.
- Ale jaki.. A to mam. - odpowiedział jakby go to nic nie obchodziło.
- To jaki? - zapytałaś marszcząc brwi.
- Dziś mają do mnie przyjść chłopacy z zespołu, wszyscy mają mieć dziewczyny, Harry z jakąś blondyną na jedną noc, Liam z Dan, Zayn z Perrie, Lou z Macy, a ja? Z tobą, jak się zgodzisz.. - powedział nieśmiało twój przyjaciel.
- Czyli mam udawać twoją dziewczynę? - zapytałaś.
- Tak. - odpowiedział krótko, przytakując głową.
- Ok, ale przecież chłopaki mnie nienawidzą. 
- To polubią, jak pomyślą że się kochamy to cię polubią.
- W jaki sposób się kochamy? - podniosłaś jedną brew wyżej.
- W ten i w ten! - zaśmiał się Niall.
- Ok! 
- No bo Louis zrobi się zazdrosny, i jest twój!
- Spoko. - odpowiadałaś pojedynczymi słówkami, bo nie mogłaś się doczekać dzisiejszego wieczoru.
- To ja już zacznę sprzątać, a ty się wyszykuj. - rozkazał blondynek i zaczął zbierać papierki z podłogi. Ty pobiegłaś szybko do różnych sklepów, ponieważ Niall dał ci kasę na co chcesz. Odwiedziłaś kilkanaście sklepów, wróciłaś do domu i się przebrałaś. Założyłaś czarną sukienkę i złote koturny, na włosach zrobiłaś lekkie fale i byłaś gotowa, wyszłaś z łazienki i usiadłaś w oczekiwaniu na "gości". W tym czasie włączyłaś sobie tv i oglądałaś to co leci. Gdy akurat siedziałaś w łazience i załatwiałaś swoje sprawy fizjologiczne, do drzwi zadzwonił dzwonek, wiedziałaś kto to. Usłyszałaś jak Niall wita znajomych i razem siadają, podsłuchałaś rozmowę.
- Niall, a gdzie twoja laska? - to był zachrypnięty głos Harrego.
- Jest gdzieś... - specjalnie wyszłaś z łazienki kierując się w stronę Nialla.
- O to ona! - Niall się uśmiechnął do ciebie, za to wszyscy patrzeli na ciebie z niedowierzaniem.
- Hej! Cześć Niall! - powitałaś wszystkich z uśmiechem, całując "swojego chłopaka" w policzek.
- Cz-cześć [T.I].. - powiedział Louis.
- Ty ją znasz? - zapytała Macy - dziewczyna Lou.
- Tak, to moja była. - tego obawiałaś się najbardziej, że Macy cię pozna, ale na szczęście poszło gładko. Usiadłaś między Niallem, a Harrym. Czyli naprzeciwko Louisa i Macy. Zaczęliście rozmawiać. Cudem - chłopcy byli dla Ciebie bardzo mili. Gdy wszyscy wyszli na zewnątrz, w czasie gdy chciałaś do nich dołączyć zatrzymał Cię Louis. Natychmiast odwróciłaś się w jego stronę.
- Tak? - zapytałaś z lekkim uśmiechem.
 - [T.I.], naprawdę chodzisz z Niallem? - zapytał przejęty.
- Tak, a co?
- Bo wiesz, jak na ciebie patrze, to wiem, że jeszcze coś do ciebie czuję. Z rozmów między nami wszystkimi wywnioskowałem że jesteś milsza, że się zmieniłaś.. No dobra to dołączę do nich. - powiedział i udał się w stronę Macy.
- Ale Louis! - złapałaś go za nadgarstek.
- Tak? 
- Ja też cię kocham! - krzyknęłaś i rzuciłaś mu się na szyję, Louis od razu Cię pocałował i położył na podłogę. Spojrzał w stronę wściekłej Macy i szczęśliwego Nialla.
- Sory Macy, ja kocham [T.I.].. - powiedział, patrząc na swoją byłą.
- Ty gnoju! Mówiłeś że mnie kochasz! - rzuciła na odchodnym i wyszła z mieszkania Nialla.
- Tak, kłamałem... - szepnął i ponownie wpił się w twoje usta. Odeszłaś od Lou i podeszłaś do Nialla.
- Niall, mówię ci, znajdziesz sobie kogoś, ja tylko mogę zostać twoją przyjaciółką. Przepraszam.. - przytuliłaś go czule i pocałowałaś w policzek.
- No okej, jeśli ty jesteś szczęśliwa, ja też. - uśmiechnął się.
- Dziękuję, jesteś moim wymarzonym przyjacielem. - skończyłaś mówić, gdy podszedł do Ciebie Louis.
- A wy co? - zapytał marszcząc brwi.
- Dziękuję Niallowi, za to ze był ciągle przy mnie, bo wtedy potrzebowałam kogoś kto będzie mnie wspierał przy zdobyciu cię, Lou! - krzyknęłaś i Louis pocałował cię w czoło.
- Bo każda bajka się dobrze kończy! - krzyknął Niall, na co wszyscy zaczęliście się śmiać.


W końcu skończony! Są trzy komentarze, jest i imagin! Dziękuję wam bardzo, a najbardziej dwóm Anonimkom, oraz Szalonej.Kiti, która pierwsza dodała komentarz :) Nie za bardzo jestem zadowolona z końca, ale ważne że jest ;D Pa!



-

czwartek, 15 sierpnia 2013

Przeczytaj jeśli chcesz trzeciej części imagina o Louisie!

Hej! Mam taką prośbę do was. Jeśli pod w tym tygodniu, pod byle jakimi imaginami, nie napiszecie komentarza, nie dostaniecie imagina o Louisie, udawanej dziewczynie cz.3. Jest już prawie napisana, ale jeśli ja nie widzę komentarzy, pod imaginami, to nie chce mi się ich pisać, wiedząc że i tak nie zobaczę komentarzy pod postami. W niektórych postach mam ponad 600 wyświetleń, wiem że to mało, ale góra 2 komentarze pod tyloma wyświetleniami? Naprawdę? Może mówicie sobie teraz:"A czego ona oczekuje?", ale naprawdę pisanie imaginów jest już coraz bardziej męczące... Doceńcie to że chcę jak najlepiej napisać imaginy, poświęcam na to dużo czasu, że moim internetowym marzeniem jest to żeby mój blog był na Google wyświetlany pierwszy gdy wpiszecie sobie:"Imaginy o One Direction", ale jeśli mam tylko 2 komentarze pod postami, to szanse na to są nijakie... Gdy patrze jak jedne z tych "sławniejszych" blogów napiszą że 80 komentarzy to mało, to ja bym była wdzięczna za dziesięć...

Komentarze 3+ = kolejna część Imagina o Louisie + uśmiech na twarzy Rebel :) 

P.s. Komentarz pod tym postem również jest zaliczany :) I z góry jestem Ci bardzo wdzięczna że dodałaś/eś komentarz :)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Leeroy dla odmiany ;)

A teraz coś nowego xD

Twoim marzeniem jest zostać tancerką. Chodzisz do szkoły tanecznej, uczycie się trudnych choreografii, a później występujecie. Jak zwykle wybiła 14:00, czas wychodzić z domu.

~*~  W szkole tanecznej ~*~

- Hej [I.T.P]! Gdzie Suzy?
- Nasza trenerka?
- Tak. Zawsze była przed nami.
- Jest chora, zastąpi ją jakiś facet. Niby jest dobry..
- No mam nadzieję, za tydzień występ. - powiedziałaś patrząc na otwierające się drzwi.
- To pewnie on... - szepnęła [I.T.P] - Takk, raczej tak... - dodałaś na zakończenie. Waszym oczom ukazał się wysoki mężczyzna (chodź trudno to nazwać mężczyzną o.O) z blond włosami, szarej bluzie, białych adidasach, z różowo-białymi skarpetkami i z kobiecymi szortami przed kolana.




- Sexy.. - zaśmiała się [I.T.P].
- Cicho... - uciszyłaś ją pokazując palcem na swoje usta.
- Hej dziewczyny, jestem Leeroy i nauczę was mojej nowej choreografii, to najlepsza jaką wymyśliłem więc patrzcie. 1,2,3,4,5,6,7,8 - puścił muzykę i zaczął coś tańczyć. - I [T.I] robi shimmy, robi shimmy i [I.T.P zdrobniale] robi szpagat i Berry piruet, ale pamiętaj musisz zrobić to per-fek-cyj-nie. - powiedział sylabując palcem słowo:"Perfekcyjnie".
- Nigdy. - powiedziała stanowczo twoja koleżanka Berry.
- Czy my jesteśmy w ukrytej kamerze? - zapytała [I.T.P] rozglądając się po całej sali, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- N-nie... To choreografia, którą zatańczymy na występie... - powiedział Leeroy, a na sali znowu wszyscy zaczęli się śmiać.
- [T.I] zatańcz shimmy! - krzyknęła jedna z dziewczyn, które zawsze tańczą w tyle. Ty tylko spojrzałaś na nią zabójczym wzrokiem na co ona schowała się za swoje przyjaciółki.
- Czyli nie zatańczycie mojego układu? - zapytał nieśmiale Leeroy.
- Zapomnij! - krzyczeli po kolei wszyscy, wychodząc z sali. Ty zostałaś do końca spojrzałaś na płaczącego Leeroy'a, zrobiło Ci się go przykro.
- Leeroy.. to niezła choreografia, ale musisz ją jeszcze trochę dopracować...
- To znaczy? - zapytał podnosząc głowę i patrząc ci w oczy.
- Zobacz, shimmy to super krok! Ale użyty w innej kolejności, może być o wiele lepszy!
- Na przykład w jakiej kolejności?
- Może chcesz jeszcze dziś, od teraz, zacząć nową choreografie, z twoimi krokami? - zapytałaś uśmiechając się do niego.
- Cz-czy ty mi chcesz pomóc? - zapytał Leeroy nie dowierzając w twoje słowa.
- Tak. Jeśli tylko chcesz. - uśmiechnęłaś się jeszcze szerzej, pokazując ząbki.
- Tak, chcę. - Zaczęliście tańczyć, stworzyliście niezłą choreografie, a ty przy Leeroy'u naprawdę dużo się uśmiałaś, zobaczyłaś że nie tylko dobrze tańczy i jest bardzo zabawny i miły, ale także to, że za tymi blond włosami i tymi nędznymi, nie wiadomo skąd kupionymi ciuszkami, kryje się super przystojniak!
- Ech.. Dzięki [T.I], wymęczyłaś mnie. Ale dziękuję że pokazałaś mi kroki, których dotąd nie znałem i  nauczyłaś mnie, jak można z trudnych, nie wiadomo skąd biorących się kroków, można stworzyć świetną choreografie! - zaśmiałaś się cicho, kręcąc głową.
- Widzisz Leeroy. Nie ma rzeczy niemożliwych!
- Tak dziękuję..
- Wiesz co ja już pójdę, do zobaczenia jutro! - powiedziałaś na odchodnym i pocałowałaś Leeroy'a w policzek, na co on się zarumienił i pożegnał się z tobą.

~*~ Następny dzień ~*~

- Pi-pi-pi-pi-pi-pi! - jak co dzień o 11:00 obudził Cię budzik. Wstałaś, zjadłaś śniadanie, wzięłaś zimny prysznic, przebrałaś się i wyszłaś z domu do szkoły tanecznej. Otworzyłaś drzwi szkoły, powitała Cię znajoma muzyka, która zawsze leci, do godziny 14:00. Usiadłaś w środku korytarza, prowadzącego do sali oczekując na koniec tej znanej ci już melodii. Gdy przestała już grać, przyszła Berry z kluczami i otworzyła sale. Poćwiczyliście trochę.
- Ej, a ten Leeroy to kiedy przyjdzie? - zapytała [I.T.P].
- No nie wiem, idę sprawdzić. - wyszłaś z sali, widząc idącego Leeroy'a, na twojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Hej [T.I]! Dzięki, na... - nie zdążył powiedzieć gdyż przerwałaś mu.
- Nie mów nikomu że to ja ci pomagałam. Jakby co to sam to wymyśliłeś, bo uznałeś że tamta choreografia naprawdę była do kitu, ok?
- Ale dlaczego?
- Powiesz to, ok? - podniosłaś głos.
- Ok.. - powiedział cicho i pociągnął cię za sobą na salę. Weszliście, Leeroy przywitał się z resztą dziewczyn, oczywiście ciągle się uśmiechając. Ty zaś ustałaś na swoje miejsce w przodzie. Leeroy powiedział to co mu kazałaś i pokazał nową choreografię, którą ty już znałaś. Dziewczyny wszystko szybko załapały, z czego byłaś zadowolona. Po skończonej lekcji tańca, twoje koleżanki jak zwykle zebrały się najszybciej jak potrafią i poszły w swoje strony.
- [T.I] naprawdę dzięki... Bez ciebie cały czas byłbym przez nie wyśmiewany.
- Oj, nie ma za co dziękować, to drobiazg. - powiedziałaś uśmiechając się do niego szeroko. - A tak poza tym to prawda że jutro nie będzie próby?
- Tak, bo po prostu idę do lekarza, ok?
- No spoko, pa Leeroy! - pomachałaś mu na koniec. Wyszłaś z sali, po czym poszłaś do domu.

~*~ Następny dzień ~*~

Twój głupi, psujący się budzik, obudził Cię o 7:00 z rana. Później nie mogłaś już zasnąć więc zwlokłaś się z łóżka, ubrałaś i masz zamiar iść do sklepu po coś do jedzenia, bo coś ostatnio w lodówce masz pustki. Wciągnęłaś szybko swoje balerinki i kolorowy kardigan i wyszłaś z domu.

~*~ W sklepie ~*~

- Bułki, chleb, żelki, itd... - mówiłaś po cichu licząc produkty w koszyku, gdy nagle ktoś w ciebie buchnął.
- Co ty robisz?! - krzyknęłaś patrząc na przerażonego chłopaka.
- Bardzo mi przykro, nie zauważyłem ci... Pani! - powiedział szybko się poprawiając.
- Cipani? - zaśmiałaś  się, unosząc jedną brew do góry.
- Pani! Przepraszam... - on również się zaśmiał.
- Mogę zapytać jak masz na imię?
- Tak! Lee... Bob! - znowu szybko się poprawił.
- LeeBob? Nie słyszałam jeszcze.. - cały czas byłaś uśmiechnięta.
- Bob.. Przepraszam muszę już iść! Pa [T.I]! 
- Pa Bob! - odpowiedziałaś, ale skąd on do cholery znał twoje imię? Może mu mówiłaś przypadkiem.
Aj tam... 

~*~ Następny dzień, w szkole tanecznej ~*~

- Dzień dobry Leeroy! - przywitałaś się z chłopakiem, wchodzącym do sali.
- Dzień dobry [T.I], nie za dobry... Mamy dziś dużo roboty...
- Jak to? Jeszcze trzy dni do występu.. - powiedziałaś z pytającą miną.
- Jeden...
- Dwa...- powiedziała [I.T.P].
- Trzy! - krzyknęłaś pewnym siebie głosem.
- Jeden dziewczyny! Jeden! Dzwoniła Suzy, że jednak jutro jest występ! Przełożyli! A my dowiadujemy się o tym ostatni, inni wiedzieli już trzy dni prędzej! - krzyknął wściekły Leeroy.
- Dobra, spokojniej, ja uczyłam już się w domu. Pomogę Leeroy'owi nauczyć was tej choreografii! Pod warunkiem że Leeroy się zgodzi.
- Tak! Oczywiście! Zgadzam się! - pokiwał głową.
- To świetnie! - uśmiechnęłaś się, podskakując. Zaczęłaś pokazywać dziewczynom kroki. Za to Leeroy tłumaczył im każdy z nich. I tak minęły trzy godziny. Gdy skończyliście tańcząc cały układ, wszyscy byli całkowicie wymęczeni. Przebraliście się i poszliście do domu. 

~*~ Następny dzień, występ ~*~

-  Ten twój Leeroy, spóźnia się na próbę! - powiedziała do Ciebie Berry.
- Po pierwsze: Nie mój! Po drugie: Pewnie zaraz się zjawi!
- On ma zastąpić [I.T.P] jedną z dziewczyn które zawsze tańczą pierwsze, jak ty [T.I], jeśli nie przyjdzie, nie wygramy! - krzyknęła Beti.
- Spokojnie przyjdzie, a teraz zróbmy tą próbę. - powiedziałaś zawiedziona słowami skierowanymi do ciebie, ponieważ to nie twoja wina! Ale co z Leeroy'em? Pewnie stoi w korku, czy coś w tym stylu.. - wmawiałaś sobie. A jeśli nie? On by mnie nie zawiódł.. - to również sobie wmawiałaś. Zaczęłyście tańczyć układ. Próba wyszła nieźle. Nagle zaczęli wzywać wasz zespół, wszystkie dziewczyny spojrzały na ciebie, zawołałaś je jednym ruchem ręki i razem weszłyście na scenę. Miałaś ogromną tremę. Reszta dziewczyn widocznie też. Puścili muzykę. Zaczęłyście tańczyć. Przyszła kolej na solówę [I.T.P] czyli Leeroy'a. Wszystkie odsunęłyście się. 1,2,3, jej solówka trwa dziesięć sekund, jeszcze tylko siedem i możecie tańczyć, chciałaś już się poddać, gdy nagle na scenie pojawił się chłopak podobny do Leeroy'a, ale ten był ubrany nie w jego stylu, ale wyglądał jak chłopak ze sklepu... Tak to on! A jeśli to Leeroy, w innej odsłonie?
- Leeroy?... - zapytałaś z łzami w oczach, do tańczącego chłopaka.
- Tak, [T.I].. - szepnął Leeroy, patrząc na ciebie. Gdy skończył swoją solówkę, dołączył do was i tańczyliście resztę choreografii. Skończyliście. Później przebraliście się i czekaliście na werdykt.

- Trzecie miejsce..... Drugie miejsce....... - mówili jakieś nazwy zespołów, nie było tam waszego, albo pierwsze miejsce albo jeszcze dalsze.
- A pierwsze miejsce zajmuje............ - modliłaś się, abyście to wy wygrali. - Zespół....... Ready to dance!!!! - powiedział nazwę waszego zespołu, wszyscy zaczęliście skakać i krzyczeć, wybiegliście na środek sceny, Leeroy odebrał nagrodę. Dziewczyny podziękowały Leeroy'owi za taką choreografię.
-  Dziewczyny, to [T.I] podziękujcie, bo to ona wymyśliła tą choreografię. - powiedział gdy poszliście za kulisy sceny. Zarumieniłaś się. 
- Ale Leeroy mi pomógł.. - próbowałaś go bronić, ale on nie dawał za wygraną.
- Ty wymyśliłaś, ja tylko patrzałem... i nie mów już nic... - powiedział, po czym pocałował cię namiętnie w usta. Dziewczyny zaczęły bić brawa i krzyczeć.
- Cieszę się z wygranej. - powiedziałaś uśmiechając się do Leeroy'a.
- A ja cieszę się że cię poznałem... - powiedział i powtórnie cię pocałował.







piątek, 2 sierpnia 2013

Louis, udawana dziewczyna cz.2

Przepraszam że nie dodawałam, ponieważ wyjeżdżałam, na długo ;(



Już dwa miesiące... Dwa miesiące od wyprowadzenia się z domu Louisa. Kilkukrotnie próbowałaś się do niego dodzwonić, przeprosić za wszystko, ale nie.. on chyba nie chce się pogodzić, fanki cię również znienawidziły. Całe życie ci się po prostu zawaliło.. Dopiero zrozumiałaś że to Louis nadawał mu sens. Już się poprawiłaś, wiesz jak to boli, jak ktoś kogo się kocha, cię odrzuca.. Skąd wiesz? Bo się zakochałaś w Louisie. W swoim udawanym chłopaku. I może Louis tego nie zauważał, ale tak jakby i tak wiedziałaś że niedługo będzie koniec, tego martwienia się o siebie nawzajem, dzielenie ze sobą domu... Już tego niema i nie wróci, bo to był KONIEC.. Tak jak znaleźć się w labiryncie bez wyjścia, bez drogi ucieczki. I wiesz że niczym nie naprawisz tego co było, nawet płaczem i głupimi słówkami typu:"Przepraszam Cię..". Szczerze mówiąc nigdy nie miałaś chłopaka, prawdziwego, którego kochałaś, z którym się całowałaś "tak na serio" i o którym zawsze pamiętałaś.. To dziwne bo masz już te 18 lat. W tym wieku powinnaś zacząć żyć, a nie kończyć. Ale musisz zapomnieć, po prostu musisz...


- Ding, dong, ding, dong! - wstałaś z łóżka, wyłączając swój laptop, by otworzyć drzwi.
- Kto tam? - powiedziałaś znudzonym głosem.
- Otwórz! - usłyszałaś głos jakiś chłopaków. Było ich chyba więcej..
- Kim jesteście? - zapytałaś stanowczo, przytulając się do drzwi.
- Otwórz, albo sami wejdziemy! - krzyknęli tak strasznie głośno, że się ich przeraziłaś i posłusznie otworzyłaś drzwi.
- Cześć, hej, czołem, witaj! - krzyknęło czterech chłopców, znanych ci chłopców.. Co chłopcy z zespołu Lou: Zayn, Harry, Niall i Liam. Jakoś od razu uśmiechnęłaś się na ich widok.
- Ty się lepiej tak nie ciesz. - powiedziałaś zachrypniętym głosem Harry.
- Dla... - nie pozwolili ci dokończyć.
- Bo nie masz się dodzwaniać do Louisa! Ma dziewczyne, dom, psa i jego starają się o dziecko! A ty tym wydzwanianiem tylko przeszkadzasz! - krzyknął wkurzony Zayn.
- No dob... - znowu...
- Zapamiętaj! Jeszcze raz zadzwonisz do niego to naślemy na ciebie prawnika! - odezwał się Liam.
- Ale ja chciałam go przeprosić! - krzyknęłaś przerażona tą całą sytuacją.
- To mu niepotrzebne... - powiedział spokojny Niall, łapiąc cię za ramię. Popłakałaś się. Chłopcy odeszli, trzaskając drzwiami. -  I co teraz zrobię? - pytałaś sama siebie. Poszłaś położyć się do łóżka. Zasnęłaś, a za ok.10 minut, zadzwonił dzwonek do drzwi. Tym razem otworzyłaś bez uprzedzenia. Był to Niall.
- Czego?! Przyszedłeś mnie dobić? Jak tak to won! - krzyczałaś pokazując znak wyjścia. 
- Niee.. Przyszedłem Cię przeprosić za nich... No chłopaków.
- No to dobra wejdź.. - zawstydziłaś się że tak bez wyjaśnień go oskarżyłaś. - N..n.Niall, a z kim Louis chodzi? - zapytałaś zmartwiona.
- Z taką tam Macy, głupia, bezczelna, brzydka, mam mówić dalej? - mówił siadając na kanapie.
- Nie.. dzięki. Ale serio wy mnie tak nienawidzicie?
- Ja nie, ale oni... nie wiem. W sumie kiedyś Cię nawet lubili.
- Serio?
- No tak.. ale później Lou nagadał im jakiś bzdur o Tobie i Cię tak od razu znienawidzili.
- Jakich bzdur?! - zapytałaś wstając z krzesła.
- Ja nic o nich nie wiem, nie słyszałem, ale wiem że mówił. - powiedział wstając z krzesła i wychodząc z domu. Pobiegłaś za nim i jeszcze w drzwiach domu, złapałaś go za ramię mówiąc:
"Co mówił?!" - Niall jak zwykle powiedział tylko "nie wiem" i wyszedł. Resztę dnia leżałaś na łóżku zastanawiając się nad jego słowami.

To druga część Louisa, udawanej dziewczyny, wiem że krótka, ale ostatnia mam nadzieję że będzie dłuższa od pierwszej i drugiej. Trzecią już piszę, ale  nie wiem kiedy pojawi się na blogu, bo trzeba będzie ją jeszcze trochę dopracować ;) To do napisania!