I Love 1D

piątek, 31 stycznia 2014

"Everytime I try to fly I fall" Louis ♥

      Biegnę przez most pełny zakochanych par. Wszyscy kierują swój wzrok na mnie. Czuję się taka... mała, otępiała. Nie chcę nawet spojrzeć w niebo pełne pięknych gwiazd. Bez ciebie staję się nikim, duszą bez przyszłości, za to z ogromną, chcącą wbić do przyszłości, przeszłością. I udaje jej się to. Niszczy wszystko, bo lubi wszystko psuć...
      Staję przed słupkiem, zabezpieczającym przed spadnięciem do wody i patrzę jak moje łzy, wraz ze zmazanym makijażem wpadają do wody. Czuję czyjąś rękę na swoim ramieniu, lecz nie patrząc na jej właściciela strącam ją. Odwracam się do niego twarzą i widzę jego... patrzę w te niebieskie oczy, przepełnione żalem, bólem, wściekłością. Ja patrzę na niego wzrokiem pełnym odrazy, żalu i tak samo jak on bólem, wściekłością. Pobiegłam w inną stronę, on ruszył za mną, krzycząc moje imię.
      

Everytime I try
To fly I fall
Without my wings
I feel so small
I guess I need you, baby
And everytime I see
You in my dreams
To see your face
It’s haunting me
I guess I need you, baby


      W tej chwili przypomniały mi się wszystkie wspomnienia związane z nim. Nasze wspólne śpiewanie, granie na instrumentach. Ja na pianinie, on na gitarze. Wymyślaliśmy piosenki, które później były przez nas śpiewanie. Nie ujawnialiśmy tego nikomu, nie nagrywaliśmy. Miało to zostać tylko w naszych myślach. Bo wszyscy mówili, że i tak się rozstaniemy, bo jesteśmy za młodzi. I choć my obiecaliśmy sobie, że przetrwamy wieczność, to... obietnica została niedotrzymana.
   
    Moje włosy lekko podrygiwały na niezbyt silnym wietrze. Biegłam przed siebie. Znajdowałam się w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie byłam. W Doncaster mieszkam od urodzenia, a tego miejsca nigdy jeszcze nie widziałam. Dziwne... Ustałam, by obejrzeć się, czy Louis cały czas mnie goni. Nie. Nie było go za mną, przede mną, i po obu stronach mnie. Odpuścił, choć to dziwne, bo przecież Louis nigdy nie odpuszczał. Dostał się do X Factora, wyszedł z niego z czteroma chłopakami. Zdobył trzecie miejsce. A ja? Kochałam śpiewać, umiałam grać na trzech instrumentach (po za podstawowymi, takimi jak flet, cymbałki itd., to na pianinie, skrzypcach i gitarze), ale nie chciałam, nie potrafiłam spełniać marzeń. Do teraz nie potrafię. Nie jestem znana, Louis mnie ukrywa, ukrywał nasz związek. Teraz już pewnie wszyscy o nas wiedzą, bo jak debile ganiamy po całym mieście za sobą. Raczej... ja biegam, a on zaginął w akcji.
    "Czemu ona biegnie?", "Jest jakaś szurnięta?", "Może ucieka przed problemami?", te pytania na pewno zadają sobie ludzie, których omijałam po drodze. Ale jedno pytanie jest prawie trafne. "Może ucieka przed problemami?", tak, to ono. Tylko zamiast "problemami" powinno być "problemem", a problemem jest Louis. Teraz padnie pytanie:"Dlaczego?". Zignoruję je.

At night I pray
That soon your face
Will fade away
    Ponownie przystałam, by spojrzeć gdzie jestem. Obejrzałam się i wywnioskowałam, że chyba przekroczyłam Doncaster. Znajdowałam się w jakimś dziwnym miejscu... Pustka. Nikogo, ani niczego w pobliżu. W sumie... to dobrze, muszę trochę odetchnąć, bo już mi "nogi wysiadały".
    Usiadłam "po turecku" i wzięłam głęboki oddech. Słońce już dawno zaszło, a ja siedziałam na środku jakiegoś pola. Yhh... to nic dziwnego, że w szkole moi rówieśnicy przezywali mnie od:"dziwaczek", "debilek", "wariatek" itd. Wiem, byłam dziwna. Dlatego cieszyłam się gdy poznałam Lou. Taki sam wariat jak ja. Dopełnialiśmy się wzajemnie. Ale... niestety wszystko co dobre zawsze ma swój kres. A to wszystko przez tę popularność... ale... przecież Louis tego chciał, no nie? Chciał te miliony fanek, pieniądze, popularność. Może nie spodziewał się, że zostanie obdarzony tonom tego, ale... chciał zasmakować życia. I dokonał swego. Na moje niestety, na jego "stety". Wstałam, ale po chwili pożałowałam tego. Nogi bolały mnie okropnie... Usiadłam z powrotem, ale spróbowałam wyprostować nogi. I chociaż jedno w życiu mi się udało. Wyprostowałam nogi! Wow... cóż za dokonanie. Przynajmniej widać, że potrafię cieszyć się z małych rzeczy. W sumie... to także nie jest prawdą...
     Nie chcę się znowu poddawać! Nawet we wstawaniu z ziemi nie jestem dobra?! Zebrałam w sobie wszystkie siły i wstałam, chwiejąc się trochę przy tym, ale nie załamując się. Chociaż dziś nie mam zamiaru się poddać.
    Ruszyłam przed siebie. Szłam dość długo, by zobaczyć skrawek drogi dla samochodów. Zaczęłam biec w jej stronę. Może będzie akurat coś jechało? Oby, bo nie znam drogi do domu. Gdy byłam już trochę bliżej drogi, zobaczyłam zatrzymujący się samochód. Jeszcze bardziej pędziłam w jego stronę, ale z gracją. By kierowca się mnie nie przestraszył i nie odjechał. Z auta wysiadł wysoki mężczyzna, niezbyt opalony, ale też nie za "biały", ubrany jak zwyczajny nastolatek... W sumie chłopak miał z... 22 lata? Coś w tym stylu. Pomachał do mnie otwartą dłonią i się uśmiechnął. Gestem dłoni poprosił mnie abym podeszła. Bez sprzeciwu podbiegłam do niego. Po co bać się tak miło wyglądającego chłopaka? Nawet można powiedzieć, że był przystojny i bardzo w moim guście. Gdy znajdowałam się już u jego boku, złapał mnie za plecy i wszedł ze mną do środka. Usiadł na miejscu kierowcy. Nie odzywał się przez dłuższą chwilę, więc chciałam jakoś przerwać ciszę.
- Yhm.. Gdzie jechałeś? - odchrząknęłam i spojrzałam w stronę przedniej szyby. Siedziałam z tyłu.
- W sumie... Przed siebie. - odpowiedział niewzruszony moim pytaniem.
- A gdzie MY jedziemy? - zaakcentowałam słowo "my" i zrobiłam speszoną minę.
- A gdzie chcesz? - zapytał odwracając się do mnie.
- Może... Jedź gdzie chcesz. - uśmiechnęłam się. Szalona [T.I] wkroczyła do akcji. Zapowiada się niezła zabawa.
- Serio? - zapytał unosząc brwi do góry.
- Jak najbardziej. - na moją twarz wkradł się zadziorny uśmieszek. Wyjrzałam przez okno. I niech się dzieje co chce.
- Jak masz na imię? - zapytał.
- [T.I].
- Ja jestem Joe, podałbym ci rękę, ale sama wiesz... - zaśmiał się odwracając głowę w moją stronę.
- No tak. Dlatego ja tylko poklapię cię po ramieniu. - zrobiłam to co powiedziałam i zaczęliśmy długą rozmowę. Rozmawialiśmy ze sobą bardzo długo.
- Masz chłopaka? - zapytał, po czym dodał:
- Nie żebym chciał wiesz... ale. Masz? - zapytał ponownie, kierując samochód w jakiś las.
- Tak. Raczej nie! - wyparłam się, przypominając sobie dzisiejszy dzień i sławę Louis'a.
- To tak czy nie? - zapytał, parkując samochodem.
- Nie... - pokręciłam głową, wysiadając za Joe z samochodu.
- A miałaś? - yh.. co odpowiedzieć? Oparłam się o drzewo i spojrzałam na czubki swoich brudnych od bieganiny trampek.
- [T.I]... żyjesz? - podszedł do mnie i uniósł mój podbródek, przyczyniając do spojrzenia na niego.
- Nie, nie miałam. - odpowiedziałam lekko przyciszonym głosem.
- Na pewno? Bo wyglądasz na jakąś przygaszoną... - przekręcił głowę i odszedł ode mnie kawałek.
- Na pewno! - krzyknęłam, odchodząc od niego i opierając się tym razem o pojazd.
- Nie krzycz! - wykrzyczał, potrząsając mną.
- Sam krzyczysz, więc ja też będę! - zbliżyłam swoją głowę do jego głowy.
- Ja mogę! Ty nie! Jesteś ode mnie młodsza, dziewczynko! - krzyknął i spojrzał na mnie, popychając mnie na swój samochód i przypierając mnie do niego swoim ciałem. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Złapałam go za tyłek, tylko po to by wyciągnąć klucze z tylnej kieszeni spodni. On najwidoczniej uznał to za podryw, bo zrobił to samo. Odepchnęłam go z udawanym pożądaniem, na co on uśmiechnął się zadziornie. Ja pokazałam mu środkowy palec. I wsiadłam do samochodu.


    Dałam gazu i ruszyłam. On pobiegł za mną. Na jego niestety, nie dogonił mnie. Co on myślał, że zrobię TO z nim w środku lasu? Hahahah, zabawny jest... Jechałam przez las. Mam nadzieję, że Joe odpuścił ganianie za swoim samochodem. W oddali zobaczyłam jakąś osobę. Joe? Co on, tak szybko to nikt się chyba nie porusza, co? Zwolniłam trochę i jechałam w stronę tej osoby. Gdy znajdowałam się już blisko, zauważyłam, że jest to dziewczyna. Ustałam samochodem obok niej. Wysiadłam z niego i podeszłam do drobnej i wyższej ode mnie blondynki.
- Hej, co tu... Victoria?! - zapytałam widząc moją przyjaciółkę. Uśmiechnęłam się.
- [T.I]? - zapytała niepewnym głosem.
- Tak! - krzyknęłam i rzuciłam jej się w ramiona. Vicki ścisnęła mnie bardzo mocno, jak to ona.
- Nie mogę uwierzyć, że to ty! - odsunęła mnie trochę od siebie, żeby przyjrzeć mi się uważniej.
- I vice versa*! - krzyknęłam, odwracając się do tyłu. Joe! Wyłaniał się zza górki. Złapałam Victoria'ę za rękę i pociągnęłam do samochodu. Usiadła przerażona, a ja dodałam gazu. Victoria wyglądała na mega wystraszoną. A ja na... zrymujmy. Nieustraszoną.
- Kto to?! I czyj to samochód?! - wykrztusiła.
- Joe i jego! - krzyknęłam i przyśpieszyłam. Ja i Victoria przyjaźniłyśmy się od drugiej klasy podstawówki i do trzeciej klasy gimnazjum. Ale niestety, ja uczyłam się lepiej i rodzice posłali mnie do technikum w Londynie. Ona siedziała w Doncaster, poszła do liceum. Nie wiem skąd wzięła się w Londynie.
- Pewnie zastanawiasz się, skąd się tu wzięłam? - przy niej najlepiej jest nie myśleć. Nie wiem skąd, ale zawsze potrafi domyślić się, o czym myślę ja.
- Tak. - krótko, zwięźle i na temat.
- No bo, są wakacje i chciałam je spędzić w Londynie. Nie zapomniałam o tobie. - wytłumaczyła się.
- To świetnie! Spędzisz je w więzieniu, za kradzież! - odparłam zła na samą siebie.
- I vice versa*... - uniosła ręce i wywróciła oczyma, po chwili dodała:
- A dlaczego się z tobą przyjaźnię? - zapytała, podnosząc brwi do góry.
- Dlaczego? - zapytałam oczekując szybkiej odpowiedzi.
- Bo tylko ty dajesz mi codziennie takiego kopa i dzięki niemu mam codzienną dawkę energii, której nikt inny mi nie przyniesie. Wolę nudzić się z tobą, niż zabawiać w najlepsze z kimś innym. - wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się skromnie. Zahamowałam w jakimś mało odwiedzanym miejscu. I przytuliłam Victoria'ę.
- Kocham cię... - szepnęłam, nie wypuszczając jej z uścisku.
- Mam nadzieję, że nie w tym zboczonym znaczeniu tego słowa. - cały czas tuląc się do mnie, wypowiedziała donośnym tonem.
- Nie! Głuptas. - skarciłam ją, uderzając ją lekko w ramię.
- Wiesz tak w ogóle co mam w torbie? - zapytała, szczerząc się słodko.
- Pokazuj! - krzyknęłam, pocierając dłonie ich wewnętrzną stroną. Wyciągnęła jakiś duży album ze zdjęciami.
- Pamiętasz? - otworzyła album pokazując palcem na pierwsze zdjęcie.


- A jak mogłabym zapomnieć? Miałam gorzej, bo pokazywałam "o" i "e"! - krzyknęłam, szturchając ją ramieniem.
- Hahaha! - zaśmiała się i pokazała kolejne zdjęcie.


- A to? Byłyśmy na zakupach w Nowym Yorku! - krzyknęła, klaszcząc w ręce.
- Taa... Zaczepiłaś jakiegoś faceta, żeby nam zdjęcie zrobił. - uśmiechnęłam się i przewróciłam na kolejną stronę.


- Wyglądam jakbym miała czarne włosy! - powiedziała oburzona Victoria.
- Dlaczego się tak na mnie paczałaś*? - zapytałam robiąc zaciekawioną minę.
- Bo się tak wyginałaś na tej huśtawce, że myślałam, że spadniesz zaraz! - krzyknęła, przenosząc palec na mnie na fotografii.


- Dlaczego wyglądam na taką wysoką? Przecież jesteś ode mnie wyższa! - przyjrzałam się zdjęciu.
- Po pierwsze: byłaś bliżej aparatu i po drugie: stałaś na skale. -wyjaśniła.
- A, spoko. - powiedziałam i zamknęłam album. Ruszyłam samochodem. 
- [T.I], miałaś chłopaka przez czas, który się "nie przyjaźniłyśmy"? - nie chciałam odpowiadać jej na to pytanie, ale... to moja przyjaciółka.
- Tak... niestety. - odparłam, nie spoglądając na nią.
- Dlaczego? - zapytała, otwierając szerzej oczy.
- Bo... nie... nie mogę! - do oczu cisnęły mi się łzy, ale wiedziałam, że nie mogę płakać. Prowadzę, a jak płaczę, obraz mi się rozmazuje.
- Ej... [T.I]? Co się stało? - zapytała Vix, ciepłym, troskliwym głosem.
- B..bo... muszę zostawić gdzieś to gówno! - powiedziałam, miałam na myśli samochód.
- Dobrze... To może.. ym. Tam? - pokazała palcem na jakieś dość wysokie wzgórze, pod którym znajdywała się śliczna łąka. 
- Okej! - ostrożnie, aby nie uśmiercić mnie i mojej przyjaciółki, podjechałam do wzgórza. Victoria wzięła swoją brązową torbę i wysiadłyśmy. Ustałyśmy z tyłu samochodu. Uśmiechnęłam się do niej przez łzy, ona odwzajemniła uśmiech. Przyłożyłyśmy otwarte dłonie do tyłu samochodu. Spojrzałyśmy się na siebie i popchnęłyśmy samochód. Zaraz za samochodem, podbiegłyśmy do końca wzgórza i patrzyłyśmy jak auto spada. Gdy był blisko ziemi, zauważyłam jak Victoria zatyka palcami uszy i zamyka oczy. Uśmiechnęłam się i powtórzyłam jej zachowanie. Mimo zatknięcia palcami uszu, usłyszałam głośny huk. Victoria aż odskoczyła. W tym samym momencie otworzyłyśmy oczy i spojrzałyśmy w dół. Victoria przygryzła wargę i skierowała swój wzrok na mnie. Zaśmiałyśmy się. Dziewczyna podeszła bliżej mnie i złapała moją rękę. Biegła gdzieś, a ja za nią. Musiałam zdać się na jej intuicję. Nie odzywałyśmy się przez całą drogę. Zobaczyłam, że wchodzimy do jakiegoś starego, najwidoczniej opuszczonego budynku. Co ona chce ze mną zrobić?! Rozglądałam się uważnie po budynku. Victoria przystała, a ja wraz z nią. Zmachana usiadła na jednym z krzeseł.
- Mów. - ponagliła mnie.
- Jesteś głupia. Wystarczy? - zapytałam.
- O chłopaku! - krzyknęła, pocierając dłonią o dłoń.
- Yhh... Ma na imię Louis. - zaczęłam, biorąc głęboki oddech.
- Nazwisko? - zapytała o to, czego najbardziej nie powinna była słyszeć.
- Tom... - nie dokończyłam.
- Louis Tom? Brzydko... [T.I] Tom. Jeszcze gorzej! - przerwała mi, myśląc głośno.
- Tomlinson! - krzyknęłam, rysując literki w powietrzu.
- Y.. Co? - zapytała przerażona.
- No! - rzuciłam jej się w ramiona.
- Przecież on jest gwiazdą! [T.I] nie wymyślaj nie stworzonych bajek! Mów kto! - odparła.
- Wiem chyba, że jest gwiazdą, wiem, że uwielbia marchewki, że ma udawaną dziewczynę Eleanor Calder, że jego najlepszym przyjacielem jest Harry Styles, że od dzieciństwa gra na gitarze, ale nie lubi tego nikomu ujawniać, uwielbia śpiewać, wymyśla najlepsze teksty piosenek, lubi grać w piłkę nożną, mówi szybko, niewyraźnie i czasem niezrozumiale, często krzyczy, to mało powiedziane, drze się na cały głos, uwielbia nosić koszulki w paski i kolorowe spodnie, nie nosi skarpetek, jego przezwisko to Boo Bear... - mówiłam jak nakręcona, ale na szczęście Vicki zakryła mi dłonią usta.
- Dobrze... Wierzę ci. A..ale, czemu nie jesteś znana? - zapytała.
- Bo Lou mnie ukrywa! - krzyknęłam.
- A od kiedy się znacie? - zapytała ponownie.
- Od pierwszej klasy gimnazjum... - wykrztusiłam.
- C..co proszę?!  - wytrzeszczyła oczy.
- Louis nie chciał, żebym o nas coś mówiła. Przyjaźniliśmy się tylko. On ma teraz 22 lata, a ja 18. Bo ja wiem, jak patrzysz na przyjaźń ze starszymi chłopakami... Nie chciałam cię denerwować! - krzyknęłam, bojąc się reakcji mojej przyjaciółki. Ona spojrzała na mnie wzrokiem pełnym żalu i wyszła trzaskając, biednymi, ledwo trzymającymi się drzwiami. Z oczu wypłynęły mi łzy.


 I make believe
That you are here
It’s the only way
I see clear
What have I done
You seem to move on easy

    Spłynęłam po drzwiach. Dałam upust emocjom. Jednym ruchem ręki podarłam rękaw bluzki. Wszystko... wszystko się wali. Straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Louis'a i Victoria'ę. Dlaczego nigdy nie mogłam mieć życia zwyczajnej nastolatki?! Za co? Za co Bóg mnie do jasnej cholery ukarał? Za co?... Przecież zawsze miałam same szóstki i piątki, byłam najlepszą uczennicą, słuchałam rodziców, byłam dla nich dobra, pomagałam innym... Czy może nie słuchałam na lekcjach, jak katechetka mówiła jacy ludzie idą do nieba? Słuchałam! I próbowałam zrobić wszystko żeby Bóg mnie pokochał! Codziennie modliłam się, co niedzielę i w święta chodziłam do kościoła! Ale nie... Bóg wolał mnie ukarać... Dlaczego życie jest takie trudne?!


    Wyszłam z budynku i udałam się w stronę... Nie wiem. Nie znam tej okolicy. Szłam przed siebie, nogi same mówiły mi gdzie mam się kierować. Szłam miastem. Chyba szłam w kółko, z Londynu wyjechałam, w Londynie się znalazłam. Z zamyśleń wyrwał mnie widok Louis'a. Odwróciłam się na pięcie, czułam jego wzrok na sobie, a za chwilę usłyszałam jak ktoś za mną biegnie. Chciałam znowu zacząć przed nim uciekać, ale przeszłam już ponad dziesięć kilometrów, więc... nogi bolały mnie okropnie. Poczułam ból w nadgarstku.
- [T.I]! Nie płacz, proszę! - wytarł łzy z mojej twarzy.
- Nie dotykaj mnie! - wykrzyczałam tak głośno, że chyba cały Londyn mnie usłyszał. Od razu, jak na zawołanie, zleciało się wokół nas pełno paparazzi.
- Nie krzycz. - powiedział stonowanym głosem.
- To zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam, a on jeszcze mocniej ścisnął mój nadgarstek.
- [T.I]! - krzyknął, poddenerwowany. Spojrzałam na niego i rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Nienawidzę się! - powiedziałam głośno, przez zaciśnięte zęby. Mimo mojemu zdziwieniu, puścił mnie.

~ Oczami Louis'a~

Stałem, płakałem i patrzyłem jak odchodzi. Biegła, nie oglądając się. Kilku paparazzo pobiegło za nią, kilku zostało ze mną. Zaczęli podchodzić do mnie, zadawać różnego typu pytania, ale ja ich olałem, w tej chwili miałem w dupie to, co pomyślą inni. I choć to miałoby zależeć od przyszłości mojego życia... to zepsułem je już [T.I], więc z moim niech się dzieje co chce. Zacząłem wyzywać fotoreporterów i pobiegłem do samochodu, w którym siedzieli chłopcy. Nie chcę z nikim gadać...

~ Oczami [T.I] ~

Niech szlag trafi to głupie paparazzo! Na szczęście zdążyłam ich już zgubić. Moje życie już się skończyło. Choć jeszcze niedawno, będąc z Victoria'ą, czułam, że jednak narodziłam się jeszcze raz. Czy to możliwe żeby człowiek przeżył tyle uczuć jednego dnia? Właśnie ja chyba pobiłam rekord Guinessa*. Wzięłam kawałek węgla, leżącego obok mojej stopy i zaczęłam pisać na wielkim kamieniu:

Przepraszam...
Przepraszam Victoria'ę, która musiała
przeżyć tyle lat
z taką wariatką jak ja,
Louis'a,
który starał się dać
mi wszystko potrzebne
do życia.
I Rodziców,
którzy obdarzyli mnie mądrością,
a zarazem głupotą.
Tak... Jestem, w tej chwili
pewnie byłam
idiotką...
Kocham Was...
Wasza [T.I] <3

    Zobaczyłam Victoria'ę i Louis'a biegnących w moją stronę. Szybko ustałam tyłem do przepaści i zaczęłam przypominać sobie moje najszczęśliwsze chwile. Tak, były takie... Victoria płakała, a Louis... Louis patrzał na mnie i stał jak wryty w ziemię. Po policzkach płynęły wolno łzy. Jedna... druga.. trzecia i całe stado łez. Ja zrobiłam to samo.



    Victoria próbowała dostać się za furtkę, ale jej się nie udało. I dobrze... Chciałam umrzeć. 


    Poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi. I że nie ma już nic. Ale... Po co ja to robię?! Przecież Victoria płaczę, Louis także! Mam dla kogo żyć! Czasu nie cofnę... Uśmiechnęłam się lekko i uderzyłam o zimny chodnik. Poczułam ból przeszywający całe moje ciało. Poddałam się. Żegnajcie...

 I may have made it rain
Please forgive me
My weakness caused you pain
And this song’s my sorry

vice versa* - nawzajem
paczałaś* - patrzyłaś
księga rekordów Guinessa* - informator wydawany corocznie przez firmę Guiness, zawierający udokumentowane rekordy świata, zarówno naturalne, jak i osiągnięte przez ludzi.

Heloł <33 Przybywam ze smutaśnym imaginem :D I taka mała informacja:
4 komentarze pod postem "Twilight cz.I Liam ♥" = następna część tego imagina ;)
Pa! A raczej, do napisania! ♥ Kocham was ♥

8 komentarzy:

  1. Piękne. Po prostu piękne. Dawno tak nie poryczałam się na żadnym imaginie. Gratki ;c
    Chciałam jeszcze zaprosić do mnie na VII, a oto zachęta:
    " - Um… - zająknęłam się – przepraszam – powiedziałam ze skruchą, a Esmeralda uśmiechnęła się uprzejmie – za to, że nie masz normalnego życia, a twoi rodzice to skończeni idioci, zapatrzeni w pieniądze, przepraszam, że skończysz podobnie – dodałam z wyższością"
    http://all-times-enclosed-inthis-one.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie jestem w stanie napisać czegoś tak pięknego jak twoje opowiadanie *-* One jest dopiero wybitne! ♥

      Usuń
    2. Um, dzięki *płonie rumieńcem*, ale uważam, że to jest wybitniejsze xd Kiedy mogę spodziewać się neksta? :)
      No i zapraszam do mnie na rozdział po miesiącu przerwy. Liczę na szczery komentarz, bo takie są dla mnie najważniejsze. " - Poczekaj! – wrzasnęłam, a kiedy znaleźliśmy się w przeciwnej orientacji zarzuciłam ramiona na szyję chłopaka mocno się w niego wtulając. Zdezorientowany także objął mnie mocno w talii – jestem ci dozgonnie wdzięczna – wyszeptałam. I trwaliśmy w owym uścisku z pięć, może dziesięć minut, aż wreszcie oderwałam się od niego i ..." http://all-times-enclosed-inthis-one.blogspot.com/ xx Niewierna @YourLittleBoo1

      Usuń
    3. Jest to opowieść napisana spontanicznie, z całkowitego braku laku...
      Jej główna bohaterka - Bree to szalona dziewczyna, która dla spełnienia marzeń potrafi poświęcić wszystko. Stawka jest wysoka, ryzyko podobnie, ale pomoc zawsze niosą osoby trzecie, cha! Nie tyle pomoc, co spustoszenie. Jak potoczą się losy prawie osiemnastoletniej wariatki, kogo napotka na swojej drodze do sukcesu i czy konsekwencje nie przekreślą całości? Czy można być w dwóch miejscach na raz, być dwoma osobami na raz? Czy można zmieniać maski, niczym rękawiczki, nawet przed samym sobą grając? A nawet jeśli, to jak długo?! Nieszczera, niewierna, nieidealna... Ale zawsze i na zawsze silna, przesączona ambicją - Britania Hitchcock - aktorka, uciekinierka, pisarka, najjaśniejsza z gwiazd, oraz oni... One Direction...
      http://zawsze-celuj-w-ksiezyc.blogspot.com/
      Zapraszam na niedługi prolog :)
      @YourLittleBoo1

      Usuń
  2. o jeju...
    Ej, płaczę ;/ Wpadam sobie przelotem, a tu masz...
    Cudowne *.* Smutałkowe, tak piękne <3 Aaaaaah :3
    czekam na kolejne imaginy <3
    i zapraszam w wolnej chwili do mnie na opowiadanie o Niall`u :)
    http://lietomefanfic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. S U P E R ! <3
    Taki dramatyczny....
    Jak mogłaś to zrobić? Eh..
    Nadal do mnie nie dociera że ona umarła.
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Raven.

    Zapraszam na mojego nowego bloga :)
    http://there-is-nothing-to-lose-just-died.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy nowy imagin? :(

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny <3
    zapraszam na mojego bloga: http://subsistence-lt-ff.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń