I Love 1D

wtorek, 7 stycznia 2014

Hazza, nieśmiałość. ^^

 7 lipca 2010r.

     Czemu? Dlaczego ja wciąż patrzę na niego z ukrycia? Czemu nie potrafię się do niego odezwać? Czy to przez tę cholerną nieśmiałość, czy przez własną głupotę? Może to coś jeszcze innego? Nie ważne co to jest, ważne jest to, że zżera mnie od środka. Chcę, ale nie potrafię. Pragnę powiedzieć mu co czuję, i niech pomyśli sobie o mnie co żywnie mu się podoba. Może to Bóg nie chce złączyć mnie z nim? Może wtedy stało by się coś złego? Nie wiem, ale wiem, że mogę umierać przy jego boku, bo go kocham... Tak po prostu. Na co czekam? Na to, że nagle on spadnie mi z nieba, pocałuje i powie:"Kocham cię [T.I]!"? Tak, właśnie na to. Ale [T.I], my nie żyjemy w czasach magii, tylko technologii. Czuję się jak ptaszek w klatce, który ma otwartą klatkę, ale nie może wyjść, bo klatki pilnuje kot. Każdy powiedziałby:"Masz czas, nie rozpaczaj", ale właśnie problem tkwi w tym, że ja tego czasu nie mam. Harry wyjeżdża za trzy dni, ma wrócić dopiero za kilka lat. A za kilka lat, nie będzie pamiętał mnie, i jeszcze raz mnie... Gdy kilka miesięcy temu (gdy Bogowie jeszcze nie interweniowali w moje życie) zapytałam Harry'ego:"Harry, po co jedziesz?" odpowiedział:"A co mnie tu trzyma?", ja powiedziałam wtedy:"Nic.", bo jeszcze nie wiedziałam, że ja go tu trzymam, tylko i wyłącznie ja... Jeśli wtedy bym kochała go tak jak teraz to.... nie, chwila. Gdybym go tak kochała, to na pewno nie wyjeżdżałby, bo ja bym mu nie pozwoliła, ale niestety za błędy trzeba odpowiadać. Tylko czemu ja popełniam ich tak wiele? Nie wiem, nie wiem. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Słucham? - w drzwiach pojawił się listonosz.
- Dzień dobry, pani [T.I i N] jak mniemam? - zapytał wręczając mi bukiet pięknych kwiatów.
- Dobrze pan "mniema". - zwinnie jakże dostojnie odebrałam kwiaty.
- Dziękuję, to wszystko, miłego dnia życzę! - pożegnał się, wychodząc z progu mojego domu. Od kogo ja dostałam te kwiaty? Chyba pierwszy raz w życiu dostałam kwiaty, może tata przywiózł? Może to dla mamy? Na razie wolę się nie cieszyć. Obszukałam kwiaty z każdej strony, szukając jakiejś karteczki. Nie było, więc wsadziłam je do wazonu napełnionego wodą. Ubrałam się trochę grubiej i poszłam do sklepu kupić zawartość do lodówki, która jest bardzo szybko przeze mnie opróżniana. W sklepie zobaczyłam Harry'ego, o mały włos i upuściłabym koszyk z produktami, które chcę kupić. Stałam na środku sklepu, jak taki cymbał patrząc na Harry'ego. Ludzie mnie wymijali, przeklinając pod nosem. Aż do momentu, gdy mnie zobaczył. Uśmiechnął się do mnie, o Jezu! On ma najpiękniejszy uśmiech na całym świecie!

 Też chcę takie zęby :33 Dobra, czytaj dalej :D
Zatonęłam się w jego oczach. Podszedł do mnie i pomachał mi ręką przed oczami.
- [T.I], żyjesz? - zapytał, a jego uśmiech cały czas nie znikał z jego ust.
- T..tak. Żyję. - ocknęłam się.
- To dobrze, bo chyba umarłbym z tęsknoty gdybyś umarła. - zaśmiał się. Cz..czy on powiedział, że umarłby z tęsknoty za mną? Serio? No tego to bym się po nim najmniej spodziewała.
- Naprawdę? Ja umrę z tęsknoty jak wyjedziesz... - ostatnie zdanie powiedziałam cichutko.
-Tak, naprawdę. A co? - zapytał, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Nie... nic. Zdziwiłam się. - powiedziałam prosto i zwięźle.
- Dlaczego? Nie mógłbym się stęsknić za koleżanką? - no tak. Tęskniłby za mną jak za KOLEŻANKĄ. No tak, to oczywiste.
- Mógłbyś, tak samo jak ja mogłabym się stęsknić za kolegą. - właśnie wypowiedziałam nieprzemyślane słowa. Co ja do jasnej cholery wyprawiam?!
- Będziesz tęskniła jak wyjadę? - zapytał, a dokładniej "walnął prosto z mostu".
- Nie. - powiedziałam:"Nie.", choć na myśli miałam:"Tak".
- Spoko. Pomóc coś ponieść? - zapytał, a na jego twarzy uśmiechu było brak.
- Nie dzięki. - jak zwykle, powiedziałam:"Nie", a chciałam:"Tak, tak, tak, weź to, tamto i jeszcze tamto!". 
- To ja już pójdę, do zob...raczej żegnaj [T.I]. - nie odwrócił się już więcej razy. Wyszedł od razu. To po co on w ogóle do sklepu przyszedł? Może mnie śledził? Taaa, nie wiem po co. Poszłam do kasy, zapłaciłam za zakupy i wróciłam do domu. Wypełniłam lodówkę i zaczęłam jeść to co najlepsze, więc wzięłam żelki. Wygodnie rozsiadłam się na kanapie. Włączyłam telewizor i zajadałam żelki. Gdzie on tak w ogóle wyjeżdża? Mogłam zapytać, ale przecież zapomniałam jaka jestem głupia... Powiedział:"Żegnaj [T.I]...", nie wróci już. Co ja zrobiłam? Teraz sama będę musiała mieszkać w tym głupim Holmes Chapel... Bez niego, ja chyba umrę. Czuję się jak bym była na pustyni, on jest wodą, ale wsiąkł w piasek i nie mam niczego. Czyli droga bez wyjścia. Fajnie...


11 lipca 2010r.

    Nie ma go. Wiem, że już teraz nawet jeśli przeszukam całe Holmes Chapel, to i tak go nie znajdę.
A wszystko przeze mnie. Przez moją nieśmiałość. Nie mówię tego co czuję, tylko to co uważam za słuszne. Tylko problem tkwi w tym, że nie rozważam tego co słuszne, a co słusznym nie jest. Czasem palnę coś naprawdę głupiego. Jestem do bani. Pamiętam jakby to było wczoraj...


Ubrana byłam w sukienkę koloru blado-różowego, na szyi przewiązaną miałam czarno-czerwoną arafatkę, którą kazała założyć mi moja mama. Na małych stopach miałam trampki. Nie żadne converse, zwykłe trampki. Kasę na ubrania zbierałam sama, więc wolałam kupić sobie więcej ubrań, niż tylko firmowe buty. Choć naprawdę marzyły mi się białe converse. Na włosach miałam wianek zrobiony ze stokrotek. Kochałam kwiaty. Jak można ich nie kochać, kolorowe, stworzone przez naturę. A ja uwielbiałam przyrodę. Miałam mało kasy, nie byłam bogata. Już od razu widać było to po moim skromnym ubiorze. Czasem tylko do szkoły założyłam jakieś lepsze ubrania, żeby koleżanki i koledzy zwrócili na mnie jakąś szczególniejszą uwagę. Szłam właśnie na łąkę, pozrywać kwiaty, ale zatrzymał mnie widok płaczącego kolegi, ze szkoły, nigdy nie znałam go jakoś bliżej. Wiedziałam, że ma na imię Harry, nazwisko Styles? Chyba Styles. Wołali na niego Hazza. Ja ani razu nie odezwałam się do niego, wydawał mi się być dziwny. W sumie nigdy nie oceniałam nikogo po wyglądzie, ale jeśli się mu tak przypatrzeć... Wyglądał tak jakoś.... sama nie wiem. Wróćmy do sytuacji. Podeszłam do niego. Nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Gdy próbowałam się do niego odezwać, mówił żebym poszła.
- Harry, tak? - zapytałam, bo nie byłam pewna co do jego imienia.
- Nie kurwa, Elvis. - odpowiedział wulgarnie.
- Czyli Harry? - zapytałam ponownie.
- No raczej? Jakaś głupia czy coś jesteś? - spytał, nawet nie podnosząc wzroku wbitego w ziemie.
- Coś. I proszę cię, nie obrażaj mnie. - grzecznie odezwałam się do chłopaka.
- Cicho bądź! Nie chcę z tobą gadać! Idź stąd! - krzyknął.
- Dobra. Pójdę jak mnie nie chcesz. - zaczęłam iść przed siebie, nie to nie.
- Zostań. Proszę. - ostatnie słowo powiedział prawie niedosłyszalnie.
- Dobra, no niech ci będzie, ale nie wyzywaj mnie następnym razem. Ok? - zapytałam.
- Ok. Usiądź. - pokazał miejsce obok.
- Dobrze. Gadaj co się stało. - usiadłam tak, jak to na damę przystało, z gracją.
- No bo... Ale nie, to głupie... - nie chciał powiedzieć co się stało.
- No co? Powiedz, nie będę się śmiała, najwyżej płakała. - odparłam dla otuchy.
- Płakała ze śmiechu? - spojrzał na mnie i się zaśmiał.
- Nie, głupku. - pstryknęłam go w nos i się zaśmiałam.
- Dziewczyna ze mną zerwała, a ja z nią chodziłem aż cztery miesiące! - złapał się za głowę.
- I o to to wszystko? - zapytałam, lekko się śmiejąc.
- Ej.. Mówiłaś, że nie będziesz się śmiała! - skarcił mnie.
- Oj, to przepraszam. -wywróciłam oczami, po czym dodałam:
- Już nie będę.
- To dobrze. No bo kiedyś się przyjaźniliśmy, i wiesz. - nie dokończył.
- Nie wiem. - zachichotałam.
- No i zakochaliśmy się w sobie... - powiedział oburzony.
- To fajnie, ja już muszę iść. To pa Harry! - powiedziałam na odchodnym.
- Pa... - nie dokończył.
- [T.I] jestem! - krzyknęłam, reszty już nie usłyszałam.
Później widywałam go tylko w szkole, nigdy nie powiedział mi "cześć", nawet nie chciał na mnie spojrzeć. Tylko kiedyś spotkaliśmy się raz, wtedy zapytałam go po co wyjeżdża. Później się w nim zakochałam. Zaczął trochę częściej na mnie patrzeć, ale to i tak nic wielkiego.

 
Chciałabym przeżyć ten moment jeszcze raz. Pstryknąć go w nos i czuć się tak obojętnie, jak czułam się wtedy. To tak się poznaliśmy, nie w szkole, nie poprzez przyjaciół. Tylko ja i on. Rozmawialiśmy, nie myśleliśmy o przyszłości, która ciągle nadchodzi. Teraz jestem w przyszłości, sekundę temu była to przyszłość. Teraz ta sekunda jest przeszłością. Dlaczego wtedy nie mogłam jej przewidzieć. Tej sekundy, w której myślę o nim, o nas, o przeszłości. Bo wtedy nie liczyło się to, czy go poznam, czy go polubię, czy go pokocham. Wtedy był obok mnie, rozmawiał ze mną. I tak sobie pomyśleć, że to co teraz jest dla mnie marzeniem, spełniło się już kiedyś. Nie do wiary, że to co kiedyś było dla nas codziennością, co było nudne,męczące i denerwujące, jest teraz naszym marzeniem. Chcemy cofnąć czas, ale pamiętać teraźniejszość. Na dzień dzisiejszy pozostają tylko wspomnienia... Chwile, jakich ich mało. Co ja tu teraz się w jakiegoś poetę zamieniam. Jestem przecież tylko zwyczajną nastolatką, jedzącą żelki w salonie na kanapie, i oglądającą jakieś seriale, które i tak mnie nie obchodzą. Gdzie on teraz może być? Może pracę znalazł? W wieku 16-stu lat? Nie wydaje mi się, że chciałby pracować. W sumie, ja go nie znam, co tam mogę o nim mówić, mogę powiedzieć tylko to, że nazywa się Harry Edward Styles, jest zabójczo przystojny, zabawny, fajny i lubi kotki... Tylko tyle, a i tak już chcę wychodzić za niego za mąż. Więcej dowiedziałabym się po ślubie. Będę kochała go bezwarunkowo, zrobię wszystko. Więc, [T.I] nie poddawaj się znajdziesz Harry'ego. Zaczęłam od pytania jego znajomych. Poszłam do jego najbliższych znajomych.
- Hej, nie wiecie co z Harry'm? - zapytałam podchodząc do kolegi Harry'ego, nie znałam imienia żadnego z nich, więc nie chciałam odnosić się do nich jakoś po nazwiskach, czy coś w tym stylu.
- A co? W Hazzie się zabujałaś? - zapytał jeden z nich, przygryzając dolną wargę.
- Nie... To jak? Powiecie mi coś? - podeszłam do nich bliżej.
- Tak, zależy ile mi dasz? - powiedział następny.
- Nie dam ci nic! Chcesz gadać, czy mam iść? - zapytałam i już byłam na odchodnym.
- Idź... Jesteśmy zajęci. - powiedział jakiś gostek, którego i tak nie widziałam, odeszłam. Poszłam do domu, gdzie kiedyś mieszkał z rodzicami. Zapukałam, zadzwoniłam. Nie ma. Trudno... Poszukamy w internecie. Wróciłam do domu, by trochę poszperać w internecie. I co najlepsze, okazało się, że odcięli prąd. Co dalej? Skończyłam z szukaniem Harry'ego.

15 września 2011r.

Włączyłam telewizję. "Skakałam po kanałach" tu i tam. Nie wiedziałam już co robić. Włączyłam jakiś kanał z piosenkami, bo chciałam posprzątać trochę w domu, a przecież sprzątanie bez muzyki, to nie sprzątanie. Słuchałam znanych piosenek, nagle puścili coś, czego w życiu nie słyszałam. Podeszłam bliżej telewizora, by zobaczyć teledysk. Zobaczyłam coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Harry śpiewa?! Od kiedy? Z nim było jeszcze czterech jakiś przystojnych chłopaków, wyglądali na młodych. T..to znaczy, że Harry wyjechał nagrać płytę? Ja się w tej muzyce nie łapię... Nie kumam o co chodzi z tymi wszystkimi trasami i w ogóle... Nie no, przecież mam już neta, mogę zobaczyć co się tam dzieje. W wyszukiwarce wpisałam:"Harry Styles", wyświetliło mi się pełno jego zdjęć. M.in. zdjęcia z X-Factora. On był w X-Factorze? Już bardziej widziałam go jako pracownika w budce z lodami (lol) niż w X-Factorze! Mój Harry ma miliony fanek? Jezu... Teraz to już na pewno mnie nie chce. Przecież ma wokół siebie mioliony pięknych modelek, fanek, piosenkarek, tancerek itd... I miałby wybrać mnie? Nigdy! Po zobaczeniu informacji, gdzie teraz przebywają, że są w Londynie, szybko wyłączyłam laptop, założyłam płaszcz, buty, wzięłam klucze i bez zakluczania domu, wybiegłam z niego. Wsiadłam do pierwszej, lepszej taksówki, powiedziałam, że ma mnie zawieść do Londynu, i że jak mnie wysadzi, to mu zapłacę. Jechaliśmy tak długo, że zasnęłam, obudziłam się już niedaleko Londynu. Gdy byliśmy już w Londynie, zobaczyłam idącego Harry'ego. Na środku ulicy kazałam kierowcy się zatrzymać.
- Ogłupiałaś?! Nie mogę! Wysadzę cię w centrum! - wydarł się na mnie.
- Wiem co robię! Proszę natychmiast mnie tu wysadzić, bo sama wyjdę i nie zapłacę! - kierowca natychmiastowo się zatrzymał i pojechał szukać najbliższego parkingu. Wysiadając z taxi, wyglądałam jak bezdomna. Potargane włosy, nieumalowana, w niezapiętym płaszczu, niezawiązanych butach i w brudnym T-shirt'cie z napisem "Hug Me", podbiegłam do Harry'ego. Już jak miałam go dotknąć, zatrzymał mnie ochroniarz.
- Kim jesteś? - zapytał poważnym głosem.
- Pierdol się, ja chcę do Harry'ego! - krzyknęłam, zwinnie wymijając ochroniarza. Złapałam Harry'ego za bluzę i odwróciłam go w moją stronę. Gdy mnie zobaczył, nie dowierzał.
- Hej Harry... - zaczęłam, ale ochrona nie pozwoliła mi dokończyć, złapali mnie za ręce i już chcieli mnie odprowadzić, gdy Harry krzyknął:
- Nie, zostaw ją Jack! To moja... dziewczyna! - czy on nazwał mnie "swoją dziewczyną"?Jezu Nazaretański, umieram...
- Ach... Przepraszam. - powiedział zawstydzony.
- [T.I]? - zapytał Harry.
- Nie kurwa, Elvis. - zacytowałam jego słowa z przed lat.
- Pamiętasz jeszcze jak to mówiłem? - zapytał i pojawiły mu się łzy w oczach.
- Jak mogłabym zapomnieć? - szepnęłam i go pocałowałam.
- Kocham cię, [T.I]... Choć naprawdę mało o tobie wiem, i tak cię kocham... - szepnął mi to do ucha i niespodziewanie coś pociągnęło mnie za rękę.
- A kasa?! - zapytał, raczej krzyknął wkurzony taksówkarz.
- Już, chwila... O cholera... - poszperałam w kieszeniach, nie miałam ani grosza przy sobie.
- Co się stało? - podszedł wystraszony Harry.
- To taksówkarz, panie taksówkarzu, to Harry. Nie mam kasy. - ostatnie zdanie szepnęłam Harry'emu do ucha. On tylko się zaśmiał i wręczył pieniądze ochroniarzowi.
- Dziękuję, i do zobaczenia. - uśmiechnął się, widząc rulonik pieniędzy.
- Dlaczego "do zobaczenia"? - zapytałam.
- Bo twój chłoptaś dał mi o dwie stówki za dużo, do zobaczenia! - zaśmiał się i odszedł. Przytuliłam Harry'ego. Oczywiście wokół nas pojawiło się wielu paparazzi. Zaczęli robić nam zdjęcia. Teraz już nic mi nie przeszkadzało...

Szukam cię - a gdy cię widzę, udaję że cię nie widzę.
Kocham cię - a gdy cię spotkam, udaję że cię nie kocham.
Zginę przez ciebie - a zanim zginę, krzyknę że ginę przypadkiem...
~K. Przetwa-Tetmajer
 
Nie udał mi się... Piszcie w komentarzach, może porobiłam jakieś błędy, ale szybko starałam się pisać, bo w sumie pracowałam nad nim cały dzień (z dużymi przerwami oczywiście ;D). Chciałabym coś zadedykować unfaithful, ale to jest takie złe, że nie nadaje się na dedyka dla Ciebie kochana ;33 Postaram się dodawać więcej. Tylko proszę o trochę komentarzy na otuchę, wtedy chce mi się pisać, bo wiem że piszę to dla kogoś, nie dla siebie. Umówmy się tak:

Czytasz = Komentujesz ;)
5 komentarzy = następny imag, lub następna część imagina, w którym chcecie nexta  ❤️💋💘🆔 

6 komentarzy:

  1. Nie będę kłamać albo pisać, że "super piszesz", bo przyznam się szczerze, że jeszcze nie czytałam twojego opowiadania. Studia nie pozwalają mi na czytanie wszystkiego, czego bym chciała, dlatego z reguły czytam opowiadania osób, które wyrażają chęć by czytać moje opowiadanie. Niedługo kończę ponad trzydziesto-rodziałowe opowiadanie i zacznę nowe, kryminalne. Byłabym bardzo wdzięczna gdybyś zechciała zapoznać się z paroma zdaniami jakie na jego temat napisałam (tak zwaną reklamą;D). Może akurat by Cię zaciekawiło?:)
    A ja ze swojej strony obiecuję, że jak tylko dostanę od Ciebie odpowiedź to zabiorę się za Twoje rozdziały;) Wiem, że taki komentarz powinnam napisać w SPAMIE, ale go nie widzę, dlatego piszę tutaj. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz i nie usuniesz od razu;)

    Ściskam i pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko ;) Na pewno wejdę, wchodzę na każdego zareklamowanego bloga i zostawiam komentarz, czy mi się to podoba, czy nie :D

      Usuń
  2. Huhu, ja i mój słomiany zapłon. Ach! Dopiero teraz komentuje, choć przeczytałam tuż po dodaniu. Kocham mojego kochanego Harrego. Uwielbiam o nim czytać, dlatego "uśmiechnął mi się" ten imagin. I TO PIĘKNE ZAKOŃCZENIE <3 Wczułam się ;) Nn poproszę z... Hmm... Liamem :) No i chciałam zaprosić na nowe opowiadanie o 1D, jest troszkę (bardzo) inne od poprzedniego... Prolog ma może z 5 zdań xD
    "Nikt, ale to nikt nie wie gdzie leżała owa kraina, gdzie leżał kraj, który umierał…"
    http://podroz-do-kraju-ktory-umiera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej, chciałam zaprosić na VI rozdział ;)
    A oto zachęta ;)
    "- Nie umiesz powiedzieć prawdy – uśmiechnęłam się krzywo. Staliśmy pod daszkiem, więc deszcz nam nie przeszkadzał, ewentualnie dodawał klimatu… - kochasz ją – szepnęłam – tak mocno, aż zbyt mocno. A ta miłość cię niszczy – zawiesiłam się – nie tyle ją kochasz, co… - wtedy Malik spojrzał na mnie marszcząc czoło – jesteś w niej zakochany – zakończyłam całkowicie szczerze."
    http://all-times-enclosed-inthis-one.blogspot.com/
    Ściskam
    xx
    Niewierna

    OdpowiedzUsuń
  4. Super imagin!! Masz talent dziewczyno. I dzieki za kom na naszym blogu ;) P.S dziś postaram sie dodac 2 cz do Nialla :D

    OdpowiedzUsuń